35-latek, który w chwili wybuchu pożaru w warsztacie naprawiał samochód, trafił z licznymi poparzeniami do szpitala. Do dramatycznego zdarzenia doszło w poniedziałek (16 lipca) tuż przed godz. 15:00. [tresc_platna zacheta="Więcej w wydaniu papierowym gazety (TG nr 29/2012) lub po uzyskaniu kodu dostępu"]Z ustaleń policji wynika, że wcześniej właściciel budynku gospodarczego przy ulicy Dęblińskiej w Stężycy przerobionego na warsztat samochodowy rozpoczął naprawę auta.
- Najprawdopodobniej w wyniku nieprawidłowego zabezpieczenia pożarowego doszło do zapłonu i wybuchu paliwa w kanale garażowym, w którym przebywał mężczyzna. Z objętego płomieniem kanału 35-latkowi pomogli wyjść członkowie rodziny - informuje Jacek Wójcik, rzecznik prasowy KPP w Rykach.
Na miejsce zdarzenia natychmiast wyruszyły służby ratunkowe.
- Po dojechaniu pierwszych zastępów straży pożarnej z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Rykach i OSP w Stężycy stwierdzono, że ogniem objęty jest cały budynek murowany pokryty eternitem. Pożarem zagrożone były też sąsiednie komórki - relacjonuje Monika Kośmicka z KP PSP w Rykach.
Działania strażaków polegały na zabezpieczeniu terenu działań, rozpoczęciu akcji gaśniczej oraz udzieleniu pierwszej pomocy poszkodowanemu mężczyźnie. Wezwano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, którym przetransportowano 35-latka do szpitala specjalistycznego w Łęcznej. Na szczęście jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Z żywiołem zmagały się trzy wozy gaśnicze. Strażakom nie udało się uratować warsztatu oraz naprawianego samochodu, który doszczętnie spłonął. Dzięki sprawnej akcji udało się natomiast uratować znajdujące się nieopodal inne budynki, które zostały jedynie nadpalone.
- Dalsze działania polegały na dogaszeniu pogorzeliska i rozebraniu spalonej konstrukcji dachu - dodaje Kośmicka.
Straty po pożarze oszacowano na około 100 tysięcy złotych. Sprawą zajmuje się teraz policja.[/tresc_platna]
Komentarze