Reklama

Zamach na kata Dęblina (cz. I)

19/08/2015 00:00
Początkowo komendantem żandarmerii w Dęblinie był niejaki Kuchn. Wykonywał czynności służbowe bez większego przekonania. Niemcy szybko go zabrali. Na jego miejsce przybył doświadczony oficer kp. Filippi. Dopiero jednak przybycie Petersona rozpoczęło okres krwawych represji. Komenda żandarmerii zmieniła się w piekło na ziemi. Peterson był oficerem wyposażonym w specjalne uprawnienia. Podporządkował sobie całą komendanturę. Niemcy, także komendant i oficerowie, oddawali mu honory. Żaden bez zgody nie usiadł. Kiedy wchodził do kasyna rozmowy milkły. Często wyjeżdżał do Lublina. Kontaktował się bezpośrednio z dowódcą policji i SS dystryktu lubelskiego.

Peterson od razu zawrócił uwagę kontrwywiadu Armii Krajowej z 15 pułku piechoty "Wilków". Miał ok. 40 lat. Wyróżniał się niezwykłą siłą i posturą (190 cm). Był wysportowany. Wszędzie chodził z tresowanym wilczurem. Gdy szedł ulicą ludzie chowali się i uciekali. Przechodniów bił pejczem i szczuł psem. Śmierć z jego ręki poniosły dziesiątki ludzi. Peterson był odpowiedzialny w Dęblinie za likwidację getta. Jego okrucieństwo trudno było opisać.

- Byłem listonoszem. Zaniosłem korespondencję na Żandarmerię. Żołnierze właśnie przyprowadzili Żyda z długą brodą. Miał około 70 lat. Peterson rozkazał mi patrzeć, jak będą go "golić". To "golenie" polegało na tym, że jeden z żandarmów trzymał nieszczęśnika za głowę, a Peterson uderzał siekierą. Odrąbał mu pół twarzy. Reszty dokonał pies. Niemcy bawili się tym widokiem - wspomina Edward M. Ludność Dęblina i okolic została sterroryzowana. Kurierzy podziemia i ci z lewymi papierami omijali Dęblin szerokim łukiem.

Chwycić go żywcem

Podziemie ZW - AK rozpoczęło działalność w Dęblinie już jesienią 1939 r. Po przybyciu Petersona kontrwywiad zaczął go rozpracowywać. Śledzono każdy jego krok. Podejrzewano, że jest oficerem wyższego szczebla niż służb bezpieczeństwa. Zastanawiano się, dlaczego wręcz w prowokujący sposób zwraca na siebie uwagę.

Początkowo partyzanci planowali "zdjąć" go żywcem i wydusić prawdę o tym kim faktycznie jest i jakie zadania ma do wykonania. Peterson był czujny. Kiedy wyjeżdżał w teren zawsze towarzyszyło mu od 3 do 7 żandarmów.

Sołtysów w kilku miejscach na raz powiadamiał, żeby przygotowali mu obiad. Trudno było się zorientować, kiedy i gdzie się pojawi. Miał jednak jedną słabość. Lubił podróżować dorożką. Upodobał sobie szczególnie tę należącą do Tadeusza Marczaka, który miał najlepszego konia i dobrze utrzymany wóz.

Peterson nawiązał kontakt z Wandą P., żoną podoficera lotnictwa walczącego w Wielkiej Brytanii. Wyraźnie ją adorował. Bywał w jej mieszkaniu. Przyjmowano go też w innych domach. Ludzi tych otaczał mur pogardy. Zachowały się zdjęcia zrobione podczas wspólnych libacji żandarmów i niektórych mieszkańców.

Nieudane próby zamachu

Wanda P. wiosną 1944 roku poszła na plebanię w Dęblinie. Powiedziała, że doszła do wniosku, że postępuje niewłaściwie. Zdecydowała się wyznać swoje winy księdzu Franciszkowi Marteńce (zmarł w Poznaniu w 1987 r.), który był kapelanem 15 pułku. Duchowny miał kontakt z partyzantami. Zaproponował im, że pomoże dopaść Petersona. Świadkiem tej rozmowy była Zofia Wojciechowska ps. "Oleńka" i "Jaga" łączniczka dowódcy oddziału AK "Zagończyka".

Ks. Marteńka przekazał Wandzie P. zalecenia "Zagończyka". W wyznaczonym dniu miała zorganizować libację dla Petersona. Dostała truciznę dla psa. Partyzanci mieli ująć "kata" żywcem lub go zastrzelić. Akcję mieli wykonać "Mundek", "Kotwica" oraz "Mężny". Do pomocy skierowana została "Oleńka" i Wacława Tocz.

W wyznaczonym dniu partyzanci zajęli pozycje. Wanda P. jednak ostrzegła Petersona. Akacja spaliła na panewce. Później na P. został wydany wyrok śmierci. Wykonano go.

Kolejna próba zlikwidowania Petersona odbyła się w okolicach Maciejowic. Partyzanci w mundurach niemieckich czekali na niego na szosie. Peterson miał jechać do Stężycy. Wybrana grupa AK-owców mówiła świetnie po niemiecku. Jednak w grupie podróżujących Niemców nie było Petersona. - Pełne skrajnego napięcia były chwile, kiedy obie grupy na siebie najechały - wspomina por. Tadeusz Szarzyński "Szarak". - Siedzieliśmy na wozie z załadowanymi automatami. i szukaliśmy wzrokiem Petersona. Gdy tylko okazało się, że go nie ma wymieniliśmy z Niemcami pozdrowienia i spokojnie przejechaliśmy obok siebie. Oni niczego nie podejrzewali.

W maju 1944 Peterson znów uniknął śmierci. To była niedziela. Podczas kontroli na drodze pod Dęblinem zatrzymał łączników AK: Helenę Bąkównę ps."Ramzesowa" i Zdzisława Trajera. Ten nie tracąc zimnej krwi wyciągnął spod marynarki "siódemkę". Z odległości 2-3 metrów strzelił do Petersona. Strzały były celne, ale on nie upadł. Zachwiał się i zaczął gwałtownie łykać powietrze. Łącznicy w tym czasie zbiegli do lasu. Okazało się, że Peterson nosił pod mundurem kamizelkę kuloodporną. Pokazywał ją później tryumfalnie. Od tej pory żaden Polak nie miał prawa zbliżać się do niego bez podniesionych rąk. CDN

Podziękowania

"Twój Głos" dziękuje za pomoc w realizacji materiału Państwu Jadwidze i Tadeuszowi Biały z Puław. Powyższy artykuł ukazał się w gazecie "Perspektywy" numer 44 (939) 30 października 1987 roku.

O autorze

Płk Tadeusz Krząstek - historyk, dokumentalista, wykładowca, nawigator stanowisk dowodzenia. Urodził się 28 października 1953 roku w Dęblinie. W latach 1960-1968 uczęszczał do Szkoły Podstawowej nr 2 im. W. Broniewskiego, a następnie do Technikum Mechanicznego nr 119 w Dęblinie. Po jego ukończeniu wstąpił do Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie. Będąc jeszcze podchorążym WOSL w 1975 roku podjął zaocznie studia historyczne na UMCS w Lublinie. Aktualnie pracuje jako wykładowca Studium Europy Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim.
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Bartek - niezalogowany 2016-11-17 15:10:31

    Mój dziadek opowiadał mi, że w końcu go zabili, karabinem maszynowym podobna aż na pół go przecieki, tak słyszał od swojego taty, ale informacje oczywiście nie są na 100 procent pewne, pozdrawiam

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości