Strażacy zgłoszenie o pożarze na składowisku opon dostali o godz. 23:21 w czwartek. Pod gołym niebem, na powierzchni 4 tys. mkw było ok. 1200 ton opon. Prawie wszystkie spłonęły. Właścicielowi udało się koparką odsunąć jedynie niewielką ich część. - W pierwszej chwili strażacy skupili się na obronie pobliskiego lasu, za którym były budynki mieszkalne. To się na szczęście udało. Nikt nie ucierpiał - relacjonuje st. kpt. Jarosław Lasek ze straży pożarnej w Rykach. Z ogniem walczyło blisko 30 zastępów strażackich. Przez cały piątek trwało dogaszanie pożaru.
Składowisko należy do firmy "Eko-Top". Prezes Bogumił Czyżewski chwali profesjonalizm i zaangażowanie, z jakim strażacy walczyli z ogniem. - Kiedy byłem na miejscu zatkało mnie. Powiedziałem sobie: nie ma cudu, ten las się zapali. Jednak udało się ratownikom postawić zaporę wodną i go obronić. Na szczęście, bo byłby dramat - mówi Czyżewski.
Bali się, że spłoną
Mieszkańcy ul. Janiszewskiej, z którymi rozmawiał "Twój Głos" mówią, że takiego koszmaru jeszcze nie przeżyli. Sąsiadującą ze składowiskiem odpadów działkę zajmują państwo Paprota. Pani Iwona tej nocy nie zmrużyła oka. - Okropnie się bałam. Gdyby wiatr wiał w naszą stronę spłonęlibyśmy - mówi kobieta.
- Jak wstałem rano o 5, to widziałem słup dymu. Na moim osiedlu nie można było wytrzymać - mówi Krzysztof Marcinkowski z Ryk. Kiedy w piątek od rana trwało dogaszanie pogorzeliska okolicę spowił szczypiący dym. Smród spalonej gumy potęgował nieprzyjemne odczucia.
- Składaliśmy petycje. To było niezabezpieczone. I tak nam od lat dokucza wysypisko. A teraz jeszcze to - mówi poddenerwowana Anna Grabek. Mieszkańcy tłumaczą, że nigdy nie chcieli tu składowiska. Przeczuwali, że może dojść do nieszczęścia. Od początku uważali, że działka na Janiszewskiej nie jest dobrym miejscem dla lokalizacji składowiska.
To było podpalenie
- Według wstępnych ustaleń było to podpalenie - informuje st. kpt. Jarosław Lasek. Jak nieoficjalnie ustalił "Twój Głos", świadkowie wydzieli zarzewie ognia w dwóch miejscach. Na początku i na końcu składowiska. - Opony nie ulegają samozapłonowi. Były gorętsze dni oraz warunki sprzyjające ewentualnym pożarom i nic się nie działo - utrzymuje Bogumił Czyżewski. Prawdopodobnie ktoś widział też samochód oddalający się z miejsca pożaru z jakąś dziwną, jakby odręcznie napisaną rejestracją. Dokładne przyczyny pożaru bada policja.
Firma "Eko-Top", jak zapowiada prezes Czyżewski, zakończy działalność na ul. Janiszewskiej. Póki co trwa liczenie strat. Wstępnie można je oszacować na 120 tys. zł. - Nie wiadomo jeszcze ile będzie nas kosztowała rekultywacja i posprzątanie tego terenu - kończy Czyżewski.
Tomasz Pośpiech, prezes PGKiM w Rykach
Spółka "Eko-Top" miała pozwolenie na składowanie w tym miejscu opon wydane przez starostwo powiatowe. Teren ten w planie zagospodarowania przestrzennego jest przeznaczony na wielofunkcyjne zagospodarowanie odpadów, zakłady produkcyjne, składy, magazyny oraz lokalizację elektrowni biogazowych. Zarząd "Eko-Top" wypowiedział już umowę dzierżawy, co dla PGKiM-u oznacza utratę przychodów z dzierżawy działki. Uprzątnięciem pogorzeliska zajmie się "Eko-Top".
Komentarze