Reklama

55-latek zginął w pożarze

16/02/2016 23:00
Ofiarą pożaru, który wybuchł 11 lutego w Bobrownikach, okazał się Jan P. 55-letek mieszkał samotnie w jednym z drewnianych domów przy ul. Chłodnej. Jak mówią mieszkańcy, nie miał prądu. Tego dnia pan Jan miał jechać do Puław, żeby złożyć wniosek o przyłączenie do sieci energetycznej. - Mieliśmy załatwić formalności związane z podłączeniem u niego prądu i kilka innych spraw - mówi Ryszard Marzysz, znajomy zmarłego.

Mimo, że kolega umówił się z panem Ryszardem, to według świadków od samego rana był widziany pod sklepem. - Nie ma co ukrywać, nie stronił od alkoholu - mówi nam jeden z mieszkańców.

Nie było szans

Po godzinie 12. Ryszard Marzysz udał się do 65-latka, aby zabrać go do Puław. Kiedy zbliżał się do jego posesji zauważył płomienie i chmury dymu. - Dymiło się z każdej szczeliny jego domu - opowiada. Postanowił wejść do środka, aby ratować kolegę. - Otworzyłem drzwi wejściowe, potem drzwi do izby - relacjonuje. - Wtedy buchnęły kłęby dymu, aż się zachłysnąłem - mówi drżącym głosem. Nie było szans na dostanie się do środka.

Musiał się wycofać. Na zewnątrz zauważył znajomego strażaka. - Krzyknąłem do niego, żeby biegł do remizy i podniósł alarm, a sam zadzwoniłem na pogotowie i policję - wspomina.

Służby pojawiły się szybko. Strażacy wyposażeni w aparaty tlenowe znaleźli ciało Jana P. w przedsionku. - Podjęli reanimację. Niestety było już za późno - mówi kpt. Jarosław Lasek, rzecznik KP PSP w Rykach.

Zwłoki ułożono przed domem i przykryto czarnym workiem do momentu przyjazdu prokuratora. Spod folii jeszcze przez dłuższy czas wydobywał się dym. Świadkowie, którzy byli na miejscu zdarzenia mówią, że ciało było opalone od pasa w dół.

Już się palił

Z pierwszych ustaleń straży pożarnej wynika, że pożar wybuchł w kuchni. Wstępnie przyjęto, że przyczyną było zaprószenie ognia. Trwa wyjaśnianie okoliczności. W działaniach brały udział trzy jednostki Państwowej Straży Pożarnej w Rykach oraz zastępy OSP z Bobrownik i Ryk.

Podczas rozmowy z "Twoim Głosem" mieszkańcy Bobrownik przyznają, że u 55-latka paliło się już trzy lata temu. Wtedy udało mu się ujść z życiem. Tym razem nie miał tyle szczęścia. O szczęściu może mówić natomiast właściciel nieruchomości przylegającej do działki ofiary. Oba domy stoją w odległości jednego metra. W tym drugim nikt nie mieszka.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości