4 marca 2020 r. w Polsce stwierdzono pierwszy przypadek zarażenia COVID-19. Wirus SARS-CoV-2 zmienił wszystko, choć jeszcze rok temu nikt nie przypuszczał, że będzie aż tak źle
Wszystko zaczęło się w Chinach. Daleko, pewnie dlatego pierwsze przypadki zakażenia wydawały się niegroźne. "Do nas to nie dotrze, bo medycyna sobie z tym poradzi". Wiele osób tak myślało po pierwszych doniesieniach z Wuhan. Spokojnie było nawet wtedy, gdy okazało się, że wirus pojawił się w innych krajach. Wciąż daleko od Polski. I nawet, gdy ujawniono pierwszy przypadek w naszym kraju, to nadal wydawało się, że będzie to problem największych miast. Ze zdziwieniem patrzyło się, jak niektórzy na co dzień zakładają maseczki. Rzeczywistość okazała się inna. Wirus nie odpuszczał. Nie było lekarstwa, a szczepionka miała pojawić się dopiero za rok.
Pod koniec lutego za pośrednictwem Facebooka zaczęto rozpowszechniać informacje, że pierwszy przypadek wirusa w Polsce został wykryty w Puławach, a zarażonym jest mieszkaniec powiatu ryckiego, który zgłosił się do szpitala ze złym samopoczuciem po powrocie z Włoch. Wszyscy mają doskonale w pamięci, że wirus w tym kraju uderzył z dużą mocą. Nim upłynęła godzina kilkaset osób udostępniło wpis z fałszywą informacją.
- Jeszcze wczoraj ludzie w sklepie rozmawiali, że się boją. Spodziewaliśmy się, że jeśli wirus się pojawi, to na pewno w dużym mieście, gdzie przewija się najwięcej ludzi - mówiła sprzedawczyni w sklepie w miejscowości, z której miał być zarażony. Ostatecznie u pacjenta, który rzeczywiście trafił do na obserwację do szpitala, wykluczono zakażenie groźnym wirusem. - Powiat rycki jest wolny od choroby wywołanej koronawirusem - oznajmiła wtedy Grażyna Rybak, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Rykach. Ale sytuacja z dnia na dzień robiła się coraz mniej bezpieczna.
Jedyną bronią przed zakażeniem pozostawały środki ochrony osobistej. Powoli zaczęło przybywać osób, które wychodziły na ulicę w maseczkach. To spowodowało, że towaru zaczęło brakować. Ludzie zaczęli "odbijać się" od drzwi aptek, na których pojawiły się informacje: "Brak środków dezynfekujących". Sklepowe półki, na których do tej pory zalegały środki czystości zaczęły świecić pustkami. Podczas, gdy większość ludzi zaczynała się bać o swoje życie, niektórzy przeżywali właśnie najlepsze chwile swojego biznesu. Ceny maseczek w ciągu kilku dni wzrosły niemal pięćdziesięciokrotnie. A i tak towaru nie można było kupić. Od razu pojawiła się inicjatywa oddolna. Gospodynie z KGW, osoby indywidualne zasiadły za maszynami do szycia. Część przedsiębiorców przestawiała się na produkcję przyłbic z pleksy. Sprzęt trafiał głównie do szpitali i ośrodków zdrowia. Medycy stanęli na pierwszej linii walki z niewidocznym wrogiem. - Może ten wirus Bożym zrządzaniem nas ominie, ale boję się co może przynieść nam przyszłość - mówiła pani Halina z Ryk.
Obawy okazały się jak najbardziej słuszne. Na początku marca w Polsce potwierdzono pierwszy przypadek koronawirusa. Później kolejne i pierwszy przypadek śmiertelny. - Zdecydowaliśmy się na wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego - ogłosił premier Mateusz Morawiecki. W związku z działaniami podejmowanymi w celu ograniczania rozprzestrzeniania się COVID-19 służby sanitarne zaczęła wspierać Policja.
Jednym z zadań funkcjonariuszy było sprawdzanie, czy osoby objęte kwarantanną znajdują się pod wskazanym adresem oraz czy nie potrzebują pomocy. Jeden z mieszkańców Dęblina chciał wykorzystać wirusa, by uniknąć odpowiedzialności karnej. 53-latek przyszedł na stację paliw przy ulicy Wiślanej. Był pijany. Chciał kupić więcej alkoholu. Sprzedawca odmówił. Wtedy mężczyzna wywołał awanturę. Zaczął krzyczeć, że jest zarażony koronawirusem. Wezwano służby - policję i pogotowie ratunkowe. Okazało się, że był zdrowy, a w organizmie miał blisko 3 promile alkoholu.
Wprowadzono zakaz wychodzenia z domów, poza potrzebnymi okazjami, jak dojazd do lekarza, pracy. Opustoszały ulice miast, miasteczek i wsi. Opustoszały też areny sportowe. Koronawirus wstrzymał rozgrywki. Trenerzy starali się zmniejszyć negatywne skutki braku wspólnych zajęć. - Mimo wszystko nie poddajemy się, bo szkoda byłoby, żeby się zmarnowało to wszystko, co wypracowaliśmy podczas przygotowań - podkreślał Sebastian Kozdrój, trener ryckich piłkarzy. Każdy z zawodników otrzymał "rozpiskę" co ma robić w okresie przymusowej przerwy od treningów i meczów.
W połowie marca w starostwie powiatowym zebrał się Zespół Zarządzania Kryzysowego. - Rozmawialiśmy o aktualnej sytuacji na terenie powiatu ryckiego, o tym jak jesteśmy przygotowani do walki z koronawirusem. W tej chwili nic nam nie wiadomo o osobach, które mogłyby być zarażone koronawirusem - poinformował starosta Dariusz Szczygielski. Była mowa o ewentualnym zamknięciu szkół, ale w międzyczasie taką decyzję podjął polski rząd. Ruszyło nauczanie tzw. zdalne.
Od 16 marca do odwołania zmieniły się zasady w obsłudze interesantów i funkcjonowaniu urzędów. Drzwi wejściowe zostały zamknięte. Swoje sprawy można było załatwiać głównie drogą telefoniczną lub mailową. Ludzie zaczęli nie tylko załatwiać swoje sprawy przez telefon, ale co gorsza, również się leczyć. Przychodnie wprowadziły tzw. teleporady.
W związku z zagrożeniem zarażenia koronawirusem od 19 marca do odwołania władze Ryk zamknęły targowisko miejskie przy ulicach Młynarskiej i Janiszewskiej. Służby sanitarne pracują na pełnych obrotach. - 24 godziny na dobę - relacjonowała Grażyna Rybak, powiatowy inspektor sanitarny.
Szpital w Rykach od kilkunastu dni działał już w podwyższonej gotowości. Zostało uruchomione "oddzielne" wejście dla chorych zgłaszających się do lecznicy z problemami górnych dróg oddechowych. Po przemianowaniu puławskiego szpitala w jednoimienny szpital zakaźny, do Ryk trafiali chorzy z tamtejszego oddziału kardiologicznego, pulmonologicznego i zakładu opieki leczniczej.
Na 27 marca zaplanowano uruchomienie kina w Rykach po kolejnym etapie modernizacji. Na przeszkodzie stanął koronawirus. - Zaplanowane były filmy, retransmisje spektakli czy oper, kino konesera. Nie wiadomo co będzie dalej - żaliła się dyrektor MGCK. Projekcje zostały odwołane. - Musimy postępować zgodnie z zaleceniami - mówiła Donata Jurzysta - Łukasiak.
Niewesoło zrobiło się w branży weselnej. Młodzi nie mogli organizować tradycyjnych zabaw. Tylko nieliczni decydowali się na ślub w ustalonym wcześniej terminie bez wesela.
Ale nie wszyscy myśleli o koronawirusie. Byli też tacy, którzy postanowili spotkać się. W barze w Leopoldowie kilku mężczyzn, jak gdyby nigdy nic, siedziało sobie przy stoliku przed lokalem i piło piwo. Interweniowała policja. Obostrzenia, które weszły w życie 25 marca zmniejszyły limit osób w zgromadzeniach z 50 do dwóch.
Koronawirus sparaliżował naszą codzienność. Również w sferze duchowej. Od tego dnia zmieniły się też zasady uczestnictwa w obrzędach liturgicznych, m.in. w mszach świętych i pogrzebach, w których mogło uczestniczyć do pięciu osób.
Inaczej wyglądało przezywanie Wielkiego Postu. Odwołane zostały rekolekcje, drogi krzyżowe. Inna niż zwykle była Wielkanoc. Do kościołów nie ciągnęły tłumy, żeby wspólnie wyrażać radość ze Zmartwychwstałego. Inaczej niż do tej pory wyglądały procesje rezurekcyjne z Najświętszym Sakramentem wyniesionym z grobu Pana Jezusa. Kilkuosobowe procesje tylko raz okrążały świątynię.
COVID-19 został zdiagnozowany na początku kwietnia u 70-letniego pacjenta dęblińskiego szpitala. - Dostał wysokiej gorączki. Wysłaliśmy badania, które dały wynik pozytywny - informował dyrektor Wojciech Zomer. Mieszkaniec Dęblina przebywał w szpitalu od dwóch tygodni. W międzyczasie przechodził badania rezonansem magnetycznym w jednym z lubelskich szpitali. Po drugim pozytywnym wyniku badania na obecność koronawirusa chory został przewieziony do Szpitala Zakaźnego w Puławach. Lecznica została wyłączona z funkcjonowania. Badaniu na obecność koronawirusa zostało poddanych 41 osób. Po pierwszym badaniu wynik pozytywny wyszedł u 12.
68-letni mężczyzna był pierwszą ofiarą śmiertelną koronawirusa z powiatu ryckiego. - Przebywał w Szpitalu Zakaźnym w Puławach. Miał choroby współistniejąc m.in. chorobę nowotworową. Organizm nie był na tyle silny, żeby poradzić sobie z infekcją koronawirusa - poinformowała rzecznik sanepidu wojewódzkiego. Nie wiadomo, jak i kiedy 68-latek zaraził się wirusem. Czy miał kontakt z osobą zakażoną w szpitalu czy w gronie najbliższych. - Jesteśmy na takim etapie epidemii, że bardzo dużo osób może być nosicielami nie mając żadnych objawów infekcji. Stąd też wprowadzenie nakazu noszenia przez wszystkich maseczek ochronnych, żebyśmy nawzajem się nie zrażali - zakomunikowała pani rzecznik.
Kryzys nie ominął rolników. - Jabłka trzeba wyrzucać, jako pożywienie dla dzikich zwierząt - żalił się Jerzy Poterek. Swoje produkty rolnik sprzedaje m.in. indywidualnym klientom, na targach, a duże ilość szły na przemysł. - Teraz wszystko stoi. Na targowiskach sprzedaż jest niemożliwa, bo handel się zatrzymał. Do domu też przyjeżdża coraz mniej osób - relacjonował pan Jerzy. Więksi odbiorcy, ze względu na zaistniałą sytuację, też nie przyjeżdżali po towar. W rezultacie obroty spadały, a owoce się psuły.
To nie jedyna gałąź gospodarki, która z trwogą przyglądała się rozwojowi pandemii. Pozamykane zakłady fryzjerskie, kosmetyczne, branża fitness, restauracje, hotele. Z resztą w obawie przed zakażeniem klienci sami rezygnowali z wizyt np. u fryzjera odkładając strzyżenie na później.
Opinii o tym, że wszystko powinno wrócić do normy, jak zrobi się cieplej nie brakowało. Pod koniec kwietnia otwarte dla sprzedających i kupujących zostały targowiska. Oczywiście przy obowiązywaniu obostrzeń dotyczących dezynfekcji rąk, noszenia maseczek czy rękawiczek ochronnych. Od 4 maja zostały udostępnione boiska i obiekty sportowe na otwartej przestrzeni.
Wciąż niebezpiecznie było w DPS, gdzie mieszkają starsi, schorowani ludzie szczególnie narażeni na zakażenie. W maju w DPS w Leopoldowie pojawili się żołnierze Obrony Terytorialnej. Pobrali wymazy do badań na obecność koronawirusa wśród pracowników. Jeden wynik był pozytywny. Na szczęście osoba ta nie miała bezpośredniego kontaktu z pensjonariuszami. Nikt inny nie został zakażony.
Przez ostatnie lata liczba osób bez pracy w powiecie ryckim systematycznie zmniejszała się. - Po raz pierwszy od wielu lat liczba bezrobotnych w kwietniu wzrosła w porównaniu do marca - informował Piotr Gałkowski, dyrektor PUP w Rykach. Na koniec kwietnia zarejestrowanych było w urzędzie 1736 osób. W porównaniu do marca liczba bezrobotnych wzrosła o 73 osoby.
Do "normalnego" orzekania od 1 czerwca wrócił również sąd. Od 12 marca odbywały się posiedzenia bez udziału stron oraz posiedzenia i rozprawy, które należały do katalogu tzw. spraw pilnych np. w przedmiocie tymczasowego aresztowania.
W dalszym ciągu musi być zachowany reżim sanitarny. Sędziowie zostali wyposażeni w przyłbice ochronne, a przed wejściem do sądu obowiązkowe jest mierzenie temperatury, zakrywanie ust i nosa oraz dezynfekcja rąk.
Nieśmiało wróciła nauka do szkół. Od 25 maja rozpoczęły się zajęcia opiekuńczo-wychowawcze w szkołach podstawowych dla uczniów klas I-III. Od 1 czerwca, oprócz najmłodszych uczniów, w placówkach pojawią się też uczniowie klas ósmych przygotowujący się do egzaminów.
Matury rozpoczęły się z ponad miesięcznym opóźnieniem. Zrezygnowano z egzaminów ustnych. Ale na wynik matur "in plus" to się nie przełożyło. Zdalna nauka i przygotowanie do egzaminów, to nie to samo co spotkanie z nauczycielem "na żywo". Maturę oblał co czwarty maturzysta w powiecie. Zdawało 422 uczniów. 61 z nich nie poradziło sobie z więcej niż jednym egzaminem. Wyniki były trochę lepsze po poprawkach.
COVID-19 przestał już tak bardzo straszyć Polaków. Wielu z nich zaczęło planować wakacyjne wyjazdy, ale raczej po kraju. Na przełomie lipca i sierpnia wyruszyła 40. Piesza Pielgrzymka Podlaska na Jasną Górę. Wyjątkowa. Niestety nie tylko ze względu na jubileusz. Ogłoszona epidemia stawiała pod znakiem zapytania w ogóle wymarsz pątników z Podlasia. Ostatecznie zdecydowano, że będzie to coś w rodzaju "sztafety modlitwy". Każdego dnia na trasę ruszała inna grupa zaledwie 10 pątników.
Wakacje minęły, ale coraz częściej zaczęły się pojawiać ostrzeżenia o jesiennej drugiej fali koronawirusa. Uczniowie wrócili do szkół, ale nie na długo.
Liczba zakażonych zaczęła rosnąć. Nie obyło się również bez ofiar śmiertelnych na koronawirusa. W październiku liczba wszystkich zgonów odnotowanych na naszym terenie była aż o 84% wyższa niż w październik 2019 roku.
Epidemia wymusiła konieczność zwiększenia liczby miejsc i łóżek dla osób zakażonych w szpitalach. Szpital Powiatowy w Rykach został szpitalem II poziomu zabezpieczenia, zobowiązanym do leczenia pacjentów zakażonych wirusem SARS-CoV-2, którzy wymagają leczenia w warunkach szpitalnych.
W październiku wróciły obostrzenia znane z wiosny. Obowiązkowe maseczki w miejscach publicznych i powrót godzin dla seniorów w sklepach. 1 listopada zostały zamknięte cmentarze. Sytuacja w grudniu stawała się coraz bardziej dramatyczna. Na tyle, że nie było tradycyjnego świętowania Bożego Narodzenia, ani hucznego powitania Nowego Roku na imprezach sylwestrowych.
Jesienią pojawiła się druga fala, ale pod koniec roku również nadzieja. Szczepionka. Pierwszą osobą zaszczepioną w powiecie ryckim był lek. med. Krzysztof Czyż, ordynator OIOM-u w dęblińskim szpitalu. - Czuję się dobrze. Nic złego się nie dzieje - mówił ordynator po przyjęciu zastrzyku.
Na swoją kolej czeka starosta rycki. - Na pewno się zaszczepię i zachęcam też innych. Ja i moja rodzina od lat szczepimy się na grypę i nie ma żadnych skutków ubocznych. Przed szczepionką na koronawirusa również nie mam żadnych obaw. To jedyna nadzieja na to, żeby przerwać pandemię. Oby jak najwięcej ludzi też tak pomyślało - apeluje Dariusz Szczygielski.
W powiecie zaszczepieni zostali już najstarsi mieszkańcy. Trwają szczepieni nauczycieli. Wirus nie odpuszcza. Rośnie liczba zakażonych. Umierają ludzie. I tylko i, których nie dotknęła chorob, nie zmarł nikt bliski, twierdzą że koronawirus to ściema.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jeszcze tort upieczcie na rocznice.
Twierdzę i będę twierdził, że koronawirus to ściema, wyolbrzymiona pseudo epidemia, wałkowana przez media, (nie)rząd, które nieustannie wywołują strach, podsycają lęki społeczne...
Biedronka i kościół tam trzeba się chronić przed wirusem.Niema badań ale te dwa miejsca odpowiadają za większą liczbę zarażonych niż restauracje,fitness,baseny, stoki,galerie itd.
Adrianku wszędzie jest takie samo ryzyko nie ważne czy to Kościół czy basen
Nieprawda że wszędzie jednakowo ,z rycką biedronką nie może równać się nic przy kasie zero dystansu
Adrianku może przez 5 minut jest kolejka w czwartek A tak to pustki
Jeszcze tort upieczcie na rocznice.
Twierdzę i będę twierdził, że koronawirus to ściema, wyolbrzymiona pseudo epidemia, wałkowana przez media, (nie)rząd, które nieustannie wywołują strach, podsycają lęki społeczne...
Biedronka i kościół tam trzeba się chronić przed wirusem.Niema badań ale te dwa miejsca odpowiadają za większą liczbę zarażonych niż restauracje,fitness,baseny, stoki,galerie itd.