Wyjście z eucharystycznym Chrystusem poza mury świątyń rozpoczęło świętowanie zmartwychwstania Jego Kościoła
W kościołach znów mocniej zabiły dzwony zwiastujące początek celebrowanie najstarszego chrześcijańskiego święta. Zmartwychwstanie Jezusa. W tym roku świętowanie wygląda zupełnie inaczej niż dotychczas. Do kościołów jak zwykle nie ciągnęły tłumy, żeby wspólnie wyrażać radość. Ze względu na panującą epidemię koronawirusa, W nabożeństwach może uczestniczyć zaledwie pięć osób. Inaczej niż do tej pory wyglądały procesje rezurekcyjne z Najświętszym Sakramentem wyniesionym z grobu Pana Jezusa. Procesje tylko raz okrążały świątynię. Nie było feretronów, chorągwi, dziewczynek sypiących kwiaty, ministrantów dzwoniących dzwonkami, ani baldachimu pod którym strażacy prowadzili kapłana niosącego monstrancję. Nie oznacza to jednak wcale, że te Święta są gorsze, mniej ważne od tych z lat poprzednich. Wręcz przeciwnie. - Być może Pan Bóg dopuścił takie zło, żeby wstrząsnąć nami - domyśla się ks. Grzegorz Tomaszewski, proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Sobieszynie. - Trzeba z tego wyciągnąć jakieś wnioski - dodaje kapłan. Jak podkreśla ks. proboszcz to były to jedne z bardziej rozmodlonych dni. - Wiele osób przez cały dzień brało udział w adoracji na modlitwie. Wiele osób szukało księdza prosiło o spowiedź. Kościół nie jest zamknięty. Pamiętajmy, że Kościół pierwotny nie modlił się w pięknych świątyniach, tylko po domach. W kilkuosobowych wspólnotach - przypomina ks. Tomaszewski. w ciągu Wielkiego Tygodnia.
Celebracja Zmartwychwstania Pańskiego trwa przez cały tydzień, aż do Niedzieli Bożego Miłosierdzia, uroczystości ustanowionej przez św. Jana Pawła II. Ma pokazać, że zmartwychwstaniem Jezusa mamy żyć codziennie, a nie jeden dzień w roku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze