Uszkodzony wysokościomierz, niskie chmury i duża prędkość nie dały załodze żadnych szans na ratunek. Pikujący w dół samolot rozbił się zaledwie 8 kilometrów przed płytą lotniska
Drugi miesiąc kalendarzowej zimy 1957 r. zapisał się czarną kartą w pamięci lokalnych sympatyków lotnictwa. Właśnie wtedy z podpoznańskich Krzesin dotarła wiadomość o katastrofie polskiego odrzutowca. Jak się okazało za sterami MiG-a z biało-czerwoną szachownicą, obok ucznia-pilota siedział pochodzący z Ryk instruktor. Kapitan pil. Zygmunt Lewiński po serii lotów miał niebawem powrócić w rodzinne strony. W domu czekała na niego chora matka. Ostatecznie jednak postanowił jeszcze raz zasiąść za stery samolotu. Niestety był to jego ostatni lot...
Doświadczony szkoleniowiec
Ranek, 21 lutego w niczym nie zapowiadał mającej rozegrać się tragedii. Nawet chmurzące się niebo, nie zaprzątało uwagi awiatorów. Obsługa naziemna lotniska robiła swoje. Od wczesnych godzin mimo sporego mrozu, przygotowywała samoloty szkoleniowe UTI MiG-15 (dwumiejscowa, treningowa wersja samolotów MiG-15) do zaplanowanych lotów. Zgodnie z grafikiem na ten dzień, tuż po godz. 9 odbyła się odprawa. Przed dowództwem stawił się kpt. pil. Zygmunt Lewiński i uczeń por. pil. Czesław Stanisław Popiel. Niespełna 29-letni wówczas kapitan był pilotem drugiej klasy z nalotem 688 godzin na samolotach: Ut-2, Po-2, Jak-9, Jak-17, Jak-18 i Jak-23. Ostatnio zasiadał za sterami UT MiG-15. Funkcję instruktora w 62. Pułku Szkolno-Treningowym Lotnictwa Myśliwskiego w Krzesinach pełnił od 1951 r. Tego lutowego poranka przypadł mu w udziale lot z mającym niewiele mniejszy nalot uczniem. Starszy o dwa lata por. pil. Popiel był nawigatorem eskadry 1. niszczycielskiego pułku 5. niszczycielskiej dywizji. Spędził w powietrzu 361 godzin na samolotach: Jak- 9, MiG- 15 oraz UTI MiG-15.
Bez pomocy ze strony lotniska
Znając plan powietrznych ćwiczeń kpt. Lewiński wraz z uczniem udał się do przygotowanego samolotu. W tym momencie zaczęły następować pierwsze, niepokojące zmiany w pogodzie. Dolna podstawa chmur obniżyła się poniżej przewidywanej normy. Ale taki stan rzeczy nie wzbudził niczyjego niepokoju i lot nie został odwołany.
W efekcie po godz. 9.30 samolot pilotowany przez kpt. Lewinskiego oderwał się od pasa krzesińskiego lotniska. Dopiero w powietrzu piloci przekonali się o iesprzyjającej aurze. Kapitan zauważył, że górna podstawa chmur jest stosunkowo gruba i sięga 2500 m, czyli jak na warunki przewidziane do lotów szkoleniowych całkiem sporo. Jednak mimo to uznał, że należy podejść do zadań. Ćwiczenia udały się i załoga przystąpiła do powrotu w kierunku bazy.
W tym momencie zaczęły się poważniejsze problemy. Piloci zauważyli i zameldowali ziemi, że w maszynie przestał działać wysokościomierz oraz radiostacja naprowadzania radiowego. Sytuacja nie była dobra. Znajdujący się w chmurach instruktor i kursant nie widzieli swojego położenia względem ziemi i nie mogli liczyć na żadną pomoc ze strony lotniska, które utraciło kontakt z samolotem. Ponoć nawet radar naprowadzania tego dnia zawodził.
Potężny huk i czarny dym
W tak niesprzyjających warunkach kapitan zdecydował, że podejmie próbę lądowania bez widoczności. Zadanie było niesłychanie ryzykowne, bo piloci całkowicie utracili orientację przestrzenną. Ich samolot lecąc z prędkością 800 km/h w pewnym momencie wyleciał z chmur, ale widok szybko zbliżającej się ziemi zaskoczył kpt. Lewinskiego. Żeby ratować siebie i ucznia, instruktor zwiększył moc silnika i spróbował poderwać maszynę do góry, lecz było już za późno. Odrzutowiec uderzył w ziemię pod kątem 45 stopni. Przed samym upadkiem instruktor przechylił jeszcze MiG-a 60 stopni na lewe skrzydło. Manewr nie miał jednak na celu ratowania życia
pilotów. Kapitan wiedział, że zderzy się z ziemią, ale robił wszystko, by nie uderzyć w pobliskie zabudowania mieszkalne. Ostry skręt i manewr na wysokości niecałych 80 metrów nad ziemią faktycznie ocalił zabudowanie dworskie w Czerlejnie. Niestety piloci nie mieli tyle szczęścia. Ich maszyna runęła na ziemię w odległości zaledwie 8 km od płyty lotniska w Krzesinach.
Potężny huk uderzenia i słup czarnego smolistego dymu natychmiast zaalarmował milicję w Środzie Wielkopolskiej. Funkcjonariusze udali się na miejsce tragedii. Widząc rozrzucone szczątki samolotu, skontaktowali się z lotniskiem.
Drewniane śmigło na grobie
Wojsko przyjechało bardzo szybko. Mundurowi od razu otoczyli teren i przystąpili do poszukiwań załogi. Ciała pilotów znaleźli w wyrzuconych fotelach niecałe 100 m od wraku. Ich katapulty wystrzeliły tuż przed uderzeniem samolotu w ziemię. Niestety nie zadziałał system odstrzału owiewki, i dlatego piloci doznali obrażeń, co w konsekwencji przyczyniło się do ich śmierci. Po trzech dniach trumnę z ciałem kapitana Lewinskiego przywiózł do Dęblina samolot Ił-12.
Szczątki pilota zostały następnie załadowane na lawetę przetransportowane do kościoła parafialnego w Rykach. W świątyni odbyła się msza żałobna, w której uczestniczyło wielu mieszkańców Ryk, Dęblina i okolic oraz wojsko. Po mszy kondukt udał się na cmentarz przy ul. Królewskiej. Przodem szła orkiestra, a tuż za nią
mieszkańcy niosący kwiaty i wieńce. Za nimi podążała trumna na lawecie wojskowej w asyście żołnierzy. Gdy dotarli na cmentarz, kompania honorowa oddała salwę z broni. W niemal tej samej chwili nad cmentarzem przeleciały 4 samoloty poderwane z dęblińskiego lotniska. Huk maszyn powtórzył się jeszcze wówczas, gdy trumnę opuszczano do grobu. Mogiłę kapitana przykrył stos kwiatów. Zaś przez długie lata o miejscu pochówku pilota świadczyło mocno przytwierdzone do nagrobka, drewniane śmigło samolotowe.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Cześć , jesteś wolnym mężczyzną, czujesz się samotny, chciałbyś to zmienić ? Nie czekaj odezwij się. Samotna, wolna, bez nałogów i niezależna. Nie dawno wróciłam z Anglii do kraju. Poznam Pana do wspólnych spotkań, wspólnych spacerów, wspólnie spędzania czasu, a jak zaiskrzy to może i więcej :) Naturalnie przed spotkaniem chciałabym się lepiej poznać, wymienić się numerami telefonów i zdjęciami jeżeli jesteś zainteresowany kontakt i moje zdjęcia znajdziesz na moim profilu randkowym http://panieonline.pl/monia89
Cześć , jesteś wolnym mężczyzną, czujesz się samotny, chciałbyś to zmienić ? Nie czekaj odezwij się. Samotna, wolna, bez nałogów i niezależna. Nie dawno wróciłam z Anglii do kraju. Poznam Pana do wspólnych spotkań, wspólnych spacerów, wspólnie spędzania czasu, a jak zaiskrzy to może i więcej :) Naturalnie przed spotkaniem chciałabym się lepiej poznać, wymienić się numerami telefonów i zdjęciami jeżeli jesteś zainteresowany kontakt i moje zdjęcia znajdziesz na moim profilu randkowym http://panieonline.pl/monia89