Reklama

Kazimierz Słyk - Piłka utrzymuje go przy życiu

W niedzielę 6 listopada Discovery + nagrywała film o Kazimierzu Słyku. Przypominamy artykuł z 29.12.2020 o działaczu Amatora Lepoldów/Rososz. Kazimierz Słyk ma 82 lata. Od 27 związany jest z Amatorem Leopoldów/Rososz. W klubie był skarbnikiem, kierownikiem drużyny i gospodarzem. Stał się częścią historii sportu powiatu ryckiego

Więcej informacji o kulisach nagrania Discovery+ w papierowym wydaniu TG. 

Pan Kazimierz nigdy na poważnie nie grał w piłkę. Jego przygoda z futbolem, jako zawodnika, zaczęła się i skończyła na grze w LZS Lasocin. Do 1995 roku pracował w Miejskim Przedsiębiorstwie Remontowo - Budowlanym w Rykach. Z powodu choroby przeszedł na rentę. Wtedy został wybrany do komisji rewizyjnej Amatora. Tak został działaczem sportowym. Prezesem Amatora był wówczas Jarosław Prządka.

- Pan Kazio to niespotykanie odpowiedzialny człowiek - mówi Jarosław Prządka. - Tak było na początku i tak jest do dzisiaj. Zawsze kierował się dobrem klubu. Co by nie robił, robił to z serca. Można powiedzieć, że to profesjonalista. Na niego można liczyć zawsze. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Mając na uwadze wszystko co zrobił na rzecz klubu, to w jego przypadku to powiedzenie jest nieprawdziwe - dodaje były prezes i wieloletni zawodnik Amatora.

Reklama

Zastał Amator blaszany... 

Kazimierz Słyk rozpoczął swoją przygodę z klubem, gdy ten miał swoją siedzibę w blaszanym garażu przy budynku OSP Rososz. Przez 25 lat, również przy udziale naszego bohatera, powstały dwie szatnie i trybuny.

- Pan Słyk był całym wykonawcą i można powiedzieć takim nadzorcą przy budowie wszystkich budynków i trybun - mówi Jerzy Walasek, były piłkarz Amatora. - Oczywiście przy pomocy piłkarzy i kibiców, ale to co mamy dziś, to w dużej mierze jego zasługa. Kiedyś zebraliśmy trochę złomu i sprzedaliśmy. On wsiadł na rower, pojechał do Ryk i kupił kable do instalacji elektrycznej. Nie chciał, by te pieniądze rozeszły się na coś innego. Taki jest chłop rzetelny.

Reklama

Miłośnicy Amatora widzieli jego uczciwość i oddanie społeczne. Na kilka kadencji powierzono mu funkcję skarbnika. Wszyscy w klubie wiedzieli, że oddane Słykowi pieniądze zostaną wydane w sposób właściwy. Skarbnik nie ukrywał, że priorytetem w klubie jest piłka nożna. Zawodnicy i działacze drugiej sekcji, jaką jest tenis stołowy, czasem złościli się na niewystarczającą ilość przyznawanych środków.

- Gdy zakładałem sekcję tenisa, to nie spotkało się to z przychylnością pana Kazimierza - mówi Dariusz Piwoński, były prezes i zawodnik Amatora, a obecnie wiceprezes klubu do spraw tenisa stołowego. - Stwierdził, jak się później okazało słusznie, że na dwie sekcje zabraknie pieniędzy. Przez kilka lat sekcja tenisa funkcjonowała właściwie na kredyt. Gdy w zadaniach sportowych gminy znalazły się oddzielne środki na pingponga, to nasza sytuacja finansowa znacznie się poprawiła.

Reklama

Piłka utrzymuje go przy życiu

Kazimierz Słyk od wielu lat zmaga się z chorobą. Pewnego razu w rozmowie z zawodnikami jego żona Krystyna przyznała, że jego miłość do klubu i piłki nożnej utrzymuje go przy życiu.

- Tak, słyszałem, że tak powiedziała - śmieje się Kazimierz Słyk. - Ona wie, że czekam z niecierpliwością na każdy mecz Amatora. Nie ma mi za złe mojej pasji. Za to ją, między innymi, kocham.

Osiemdziesięciolatek był do tej pory prawie na wszystkich meczach seniorów. Prawie na każdy dojeżdża z Lasocina rowerem. Tylko choroba lub szczególne wydarzenia zatrzymywały go przed pójściem na stadion. Podobnie było ze spotkaniami drużyn młodzieżowych. Teraz, ze względu na wiek, rzadziej ogląda ligi młodzieżowe.

Reklama

W swojej biografii ma też funkcję kierownika drużyny. Najbardziej utkwiły mu w pamięci mecze w klasie okręgowej. Z sentymentem wspomina derby z Rykami, Dęblinem czy Stężycą. Także te drużyny, w składzie których znaleźli się tacy zawodnicy jak: Paweł Młot, Leszek Lipiec oraz bracia: Daniel, Michał, Czarek i Grzesiek Walaskowie.

Uczył dbać o sprzęt

Gdy w klubie Słyk był gospodarzem wszyscy wiedzieli, że o sprzęt trzeba dbać. Nikt nie dostawał go "ot, tak".- Kiedyś jeden z naszych kolegów rozwalił nowe buty - mówi Rafał Biłos, były piłkarz Amatora. - Chciał dostać nowe, ale pan Kazio trochę w żartach powiedział mu, żeby grał na bosaka, jak nie szanuje sprzętu. I to nie chodziło o adidasy tylko zwykłe korkotrampki. I miał dużo racji. W ten sposób nauczył go dbać o sprzęt. W szatni zawsze był porządek. Pilnował, by zawodnicy po sobie sprzątali. Sam też pilnował, by wszystko było przygotowane dla sędziów i zawodników. O klub dbał, jak o własny dom.

Reklama

Dlatego myślał też o poprawie finansów klubu. Gdy nadarzyła się okazja, zarząd Amatora podjął decyzję o założeniu sklepu.

- Chcieliśmy podreperować budżet klubu i założyliśmy sklep alkoholowy - mówi z uśmiechem Kazimierz Słyk. - Jak się okazało, to nie był dobry interes. Nasz pracownik miał ciągle manko i go zwolniliśmy. Sami musieliśmy sprzedawać w sklepie. Na dłuższą metę nie dało się tak funkcjonować. Zlikwidowaliśmy interes, strat może nie przyniósł, ale zysk był niewielki.

Jest, jak tablica świetlna

Kiedy pan Kazimierz przestał być czynnym działaczem, znalazł sobie nową funkcję. Został operatorem tablicy wyników. Co mecz zabiera ze sobą drabinę, zegar, tabliczki z numerami i wspina się na specjalny podest. To dzięki niemu kibice wiedzą, jaki jest wynik, i która jest minuta meczu.

Reklama

Czas przemija. Mijają kadencje kolejnych prezesów, mijają sezony, zmieniają się zawodnicy i działacze Amatora. Kazimierz Słyk trwa nadal przy klubie. Każdy sympatyk KS Amator poproszony o scharakteryzowanie w kilku słowach bohatera artykułu stwierdza to, co działacz klubowy Witold Polak: - Pan Kazio? To solidna firma! Uczciwy, niezastąpiony, oddany, serdeczny i przyjazny. A gdy czasem uparty? Wszyscy wiedzą, że to dla dobra Amatora!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości