Reklama

Niemieckie samoloty pojawiły się już pierwszego dnia wojny

Trzy naloty bombowców zabiły dziesiątki mieszkańców i żołnierzy, a miasto zamieniły w gruzowisko. Początek września 1939 r. zapisał się w historii Ryk strachem i śmiercią

Gdy 1 września wczesnym rankiem wojska niemieckie przypuściły atak na teren Westerplatte i Wielunia, mieszkańcom Ryk dane było jeszcze cieszyć się spokojnym snem. Jednak już tego samego dnia w południe wysoko nad miasteczkiem pojawiły się pierwsze maszyny wroga. Hitlerowskie heinkle He111P z jednostki Kampfgeschwader KG4 Generał Wawer wykonywały tylko rozpoznanie, ale wywołały niemałe zaskoczenie wśród ludności. Jak się jednak okazało prawdziwie mroczne oblicze wojna miała pokazać mieszkańcom okolicy za kolejnych 6 dni.

Najpierw Moszczanka, potem Dąbia

Reklama

Pierwszą tragedię przyniósł dopiero 7 września, ale jeszcze i tym razem miasteczko ominęły bomby. Tego dnia samoloty pojawiły się bowiem nad Moszczanką. Cztery bombowce typu heinkel He111H o godz. 10.44 zrzuciły na wioskę serie bomb o masie 50 kg każda. Przemieszczali się tamtędy uciekający ludzie i kolumny żołnierzy Wojska Polskiego i to ich głównie dotknął atak. Wybuchy rozerwały ziemię w pobliżu drogi raniąc wiele uciekających, ale jedna z bomb okazała się śmiertelna dla dwóch mieszkańców miejscowości. Byli nimi 18-letni Stanisław Dobek i 24-letnia Julianna Pietrasiak z d. Pastuszka. Następnego dnia, 8 września tego samego rodzaju niemieckie bombowce przeprowadziły nalot wzdłuż szosy lubelskiej. Również i tym razem piloci wypatrywali kolumn wojskowych. Spodziewany cel pojawił się o godz. 12.50 w Nowej Dąbi. Samoloty natychmiast zrzuciły dwie 250-kilogramowe bomby, które wybuchając na podwórku państwa Ryszkowskich zabiły kpr Tadeusza Błażejczyka oraz dwóch innych niezidentyfikowanych żołnierzy i jednego cywila.

Pociąg wyleciał w powietrze

Reklama

Zaledwie 5 minut po tym wydarzeniu grupa heinkli dotarła nad Ryki. Uwagę pilotów ponownie przykuły kolumny polskiego wojska i uciekinierów przemieszczające się szosą Lubelską. Dziś z uwagi na brak archiwalnych dokumentów i wspomnień świadków niezmiernie trudno jest ustalić dokładny przebieg nalotu. Pewnym jest natomiast, że samoloty zrzuciły na ludzi co najmniej kilka ładunków wybuchowych. Wśród nich mogły być te o masie 50, jak i 250 kg. Z powodu braku danych nie wiadomo też dokładnie, jaką liczbę ofiar pochłonął nalot. Do czasów dzisiejszych dotrwały tylko informacje o śmierci 2 niezidentyfikowanych z nazwiska żołnierzy WP. Jeden miał polec na ul. Poniatowskiego, a drugi w okolicy dzisiejszego dworca PKS.

Mało znany fakt z początku działań wojennych miał miejsce 9 września. Wtedy samotny bombowiec typu He111E z jednostki Kampfgeschwader KG1 trafił w pobliżu Ryk na wyjeżdżający ze Staw pociąg towarowy z amunicją. Zrzucone bomby spowodowały, że transport wyleciał w powietrze powodując szereg zniszczeń w pobliskiej zabudowie i raniąc oraz zabijając nieznaną liczbę okolicznych mieszkańców.

Reklama

Ogień strawił dużą część miasta

Prawdziwą gehennę miasto przeżyło następnego dnia. Wczesnym popołudniem 10 września, o godzinie 14.45 na wysokości 3000 metrów pojawiła się grupa 18 dobrze już znanych bombowców typu heinkel należących tym razem do II gruppen KG4. Mieszkańcy mając w pamięci niedawny nalot podobnych maszyn, na dźwięk ryku ich silników rzucili się do ucieczki i kryli gdzie tylko mogli. Samoloty jednak obrały sobie za cel znowu szosę Lubelską i uciekające nią masy wojska i cywili. Na głowy uciekinierów posypał się grad bomb, które trafiały nie tylko w ludzi i samą szosę, ale także w najbliższe zabudowania powodując zniszczenia i pożary. Wrześniowe pożogi dobrze pamięta mieszkanka Ryk Adela Nosowska. Jej zdaniem największe miały miejsce na Królewskiej. - Po bombardowaniu jako pierwsza zapaliła się stodoła Królików. Od niej ogień rozprzestrzenił się na sąsiednie budynki. Te zapalały się jedne od drugich. Ludzie uciekali. Wyganiali z obór konie, krowy i świnie. Pożary dotarły aż do Ragusów. Ocalał tylko koniec ulicy – opowiada kobieta. Spore zniszczenia dotknęły też ulice: Kościuszki, Poniatowskiego i Rynek. A na Warszawskiej spalił się budynek naprzeciwko Domu Strażaka.

Reklama

Żydzi najczęściej ginęli w Buksie

Dokonując pobieżnych wyliczeń można przypuszczać, że na tego dnia w ciągu niespełna 25 minut na Ryki spadło 1800 kg bomb burzących, odłamkowych i zapalających. Po odlocie bombowców Ryki stały się jednym wielkim gruzowiskiem. Na najwięcej zniszczeń można było się natknąć wzdłuż trasy jaką leciały samoloty, czyli przy ul. Lubelskiej i Poniatowskiego. Pod niemieckimi bombami zginęło bardzo wielu mieszkańców miasta oraz uciekinierów. Dokładna liczba ofiar nie jest jednak znana. Z dostępnych danych można wyłowić tylko szczątkowe nazwiska wśród których znalazło się 18 żołnierzy WP i 64 Żydów. Ci ostatni ginęli najczęściej w Buksie. - Mieli zwyczaj wypoczywać przy stawach. I tam właśnie uciekli podczas nalotu. W ten sposób stali się łatwym łupem dla polujących na cywili lotników – opowiada Nosowska. Żydowskie ofiary bombardowań zostały pochowane na nieodległym kirkucie w dwóch zbiorowych grobach. Natomiast cywili i żołnierzy polskiego wojska przeniesiono na dwa katolickie cmentarze przy ul. Młynarskiej i Królewskiej, gdzie spoczywają do dziś.

Reklama

Po nalotach przyszli żołnierze SS

Kolejny atak z powietrza miał się odbyć 12 września. Według relacji świadków na niebie znowu pojawiły się niemieckie bombowce, ale konkretów co do tego zdarzenia dziś brakuje. Wątpliwości nie budzi tylko bombardowanie z 15 września. Na podstawie dokumentów z niemieckich archiwów można stwierdzić, że był to ostatni nalot na Ryki. Tego dnia 4 bombowce heinkel He111P z Kampfgeschwader KG27 o godz. 12.33 ponownie zbombardowały kolumny wojsk na szosie Lubelskiej powodując nieznana do dziś liczbę ofiar.

Reklama

Trzy potwierdzone w dokumentach naloty stanowiły tylko preludium dalszych działań wojennych. Po ustaniu bombardowań do miasta wkroczyli żołnierze niemieccy. Według wspomnień Adeli Nosowskiej początkowo okupant sprawiał wrażenie przyzwoitego. Mundurowi zajęli szkołę, ważniejsze domy i rycki pałac. Ale niedługo po nich do miasta weszło SS i wojna znów przybrała straszne oblicze. - Zaczęły się aresztowania i wywózki na Zamek Lubelski. Żydzi mieli zakaz opuszczania miasta. Z czasem demolowano im sklepy, a mężczyznom obcinano brody... Później było tylko gorzej. Powstało getto i zaczęły się wywózki do Sobiboru – wspomina Nosowska.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości