Reklama

Objeżdżał okolicę na rowerze i zarażał optymizmem

15/03/2016 23:00
Henryk Gruza z Bazanowa nie umiał usiedzieć na miejscu. Zawsze był ciekaw co dzieje się w okolicy. Uwielbiał rozmawiać z ludźmi, przejmował się sytuacją w kraju. A, że był gawędziarzem umiał zjednywać sobie innych. Zwłaszcza podczas swoich rowerowych wojaży po dalszej i bliższej okolicy. - Tata jeździł rowerem do 80 - siątki - przyznaje Hanna Cuch, córka pana Gruzy. Wtedy pojawiły się kłopoty z chodzeniem. Pan Henryk musiał odstawić rower. Zostały jednak jego piękne opowieści.

W 1954 roku nasz bohater po ślubie kupił swój jednoślad produkcji radzieckiej. Wtedy ciężko było taki dostać. Rowerem jeździł do pracy. Był dekarzem i w okolicy kładł eternit. Pracował nie tylko w Bazanowie, ale i w Niwie Babickiej, Nowodworze, Grabowie i Stężycy. Potem często w opowiadaniach wspominał u kogo robił. Sypał nazwiskami okolicznych gospodarzy jak z rękawa.

Każda wyprawa jak przygoda

Państwo Lucyna i Henryk Gruza mieli niewielkie gospodarstwo. Od 1975 Henryk pracował jako palacz w Odzieżowej Spółdzielni Inwalidów w Rykach. W "Szpulkach" spędził w sumie 13 lat. Kiedy w 1995 roku zmarła jego żona, bardzo to przeżył. - Byli zgodnym, kochającym się małżeństwem przez 40 lat - mówi wzruszona Hanna Cuch. Najlepszym sposobem na samotność dla pana Henryka stała się jazda rowerem. Stary, wysłużony zastąpił nową damką.  Gruza miał też świetną kondycję, mimo, że dobiegał już 70 - siątki.

Kiedy odwiedzili go Dorota Walasek, Emilia Walasek i Łukasz Radko, młodzi mieszkańcy Bazanowa, tak wspominał swoje wyprawy:

"Każda wycieczka była dla mnie ważna. Jeździłem po okolicznych muzeach. Każda wyprawa była nową przygodą i możliwością poznania nowych ludzi, z którymi można się było zaprzyjaźnić.

Odbyłem wiele dalszych podróży. Jedna z nich była do Adamowa. Wracałem przez Przytoczno, Blizocin, Podlodów, Sobieszyn. Raz ksiądz z uczniami jechał na wycieczkę do Woli Okrzejskiej. Zapytałem, czy mogę się dołączyć. On odparł, że raczej nie dam rady, ale skoro chcę, to mogę. Dojechałem. Zwiedzaliśmy Muzeum Henryka Sienkiewicza. Potem pojechaliśmy do Sobieszyna. Wszyscy byli zmęczeni. Ksiądz się bał, że nie dam rady, a ja byłem najwytrwalszy".

Z wizytą u biskupa

Hanna Cuch wspomina z kolei wyprawę taty do Siedlec. Już nie rowerem, a pociągiem. Gruza dotarł przed drzwi Kurii Siedleckiej. Przyszedł dosłownie z ulicy, bez wcześniejszego umówienia się i poprosił od rozmowę z biskupem. Drzwi otworzyła posługująca w Domu Biskupim siostra zakonna. Gruza zapytał, czy może się widzieć z hierarchą. Biskup senior Jan Mazur jadł akurat śniadanie. Siostra powiedziała, że spyta przełożonego czy przyjmie przybysza. Biskup się zgodził. Rozmawiał z panem Henrykiem ponad godzinę. Potem Gruza opowiadał bliskim, że gadało im się bardzo dobrze. Rozmawiali o polityce i sprawach społecznych. Na pamiątkę Gruza dostał od Mazura książkę o kardynale Wyszyńskim wraz z dedykacją biskupa seniora. - Tata bardzo się cieszył z tej wizyty - opowiada Cuch.

Henryk Gruza pozostanie w pamięci najbliższych i przyjaciół jako człowiek, który pragnął zostawić po sobie ślad. I to mu się udało. Swoje wspomnienia, nie tylko te z rowerowych wypraw publikował najpierw w "Miesięczniku Ryckim", a potem na łamach "Twojego Głosu".

Te najciekawsze przypomnimy naszym Czytelnikom już w następnym wydaniu.

Zaczytany w "Twoim Głosie"

Henryk Gruza był wiernym Czytelnikiem "Twojego Głosu".  Nasza gazeta towarzyszyła mu od początku swojego istnienia (rok 2000). - Czytał wszystkie artykuły. Te najciekawsze zaznaczał i pytał czy ja je też czytałam - opowiada córka pana Henryka - Hanna Cuch. - Proponowałam mu inne gazety, ale "Twój Głos" był jego jedyną gazetą - dodaje.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości