Mieszkańcy wspierali walczących jak tylko mogli, m.in. zanosząc im jedzenie i pozyskując broń. A sami pokrzepiali się patriotycznym śpiewem. Powstanie Styczniowe angażowało bez reszty całe lokalne społeczności
Wiek XIX zapisał się w historii Polski ruchami narodowowyzwoleńczymi. W nieco ponad 30 lat po spisku podchorążych z 1830 r. wybuchł kolejny bunt przeciwko znienawidzonej, carskiej władzy. Oficjalną przyczyną była tzw. „branka”, czyli pobór do wojska rosyjskiego według imiennie wskazanych list poborowych. Inicjatorowi akcji, margrabiemu Aleksandrowi Wielopolskiemu, chodziło o pozbycie się podejrzanych politycznie osób, których wówczas nie brakowało. Do rozprawienia się z zaborcą parło bowiem zwłaszcza stronnictwo „Czerwonych” - radykalni działacze złożeni z patriotycznie nastawionej części społeczeństwa. Ich konspiracyjna sieć ogarnęła wówczas całe Królestwo Polskie, także Lubelszczyznę.
Carskie władze dążyły do stępienia zapędów „Czerwonych”. Dlatego często dochodziło do aresztowań działaczy niepodległościowych. W Lubelskiem jedna z większych takich akcji była przeprowadzana w grudniu 1862 r. Początek kolejnego roku zastał więc organizację przetrzebioną i w takim stanie włączyła się ona do Powstania.
Partyzantom brakowało wszystkiego, przede wszystkim przygotowania i planu wojskowego, podobnie jak broni, czy amunicji. Jednak nie patrząc na przeciwności, ruszyli do walki. W miarę możliwości o ich zaopatrzenie dbali cywilni uczestnicy insurekcji. Organizowali zbiórki pozyskując i przekazując powstańcom tak potrzebne uzbrojenie.
W początkowej fazie Powstania, walczących licznie poparła ludność miast i miasteczek, w tym inteligencja i młodzież rzemieślnicza. Na wiosnę za kosy chwycili chłopi. Takie nastawienie społeczeństwa sprawiało, że w pierwszych potyczkach partyzanci odnosili sukcesy w starciu z wrogiem. Dopiero reorganizacja i koncentracja wojsk carskich spowodowała załamanie fali zwycięstw. Lubelscy powstańcy zaczęli częściej ginąć od kul i w egzekucjach. A na szubienicy zawiśli pierwsi przywódcy z tego terenu: Kazimierz Bogdanowicz, Neczaj i Leon Frankowski.
Na terenie dzisiejszego powiatu ryckiego nie było sprzyjających warunków do czynu zbrojnego. Nawet w Stężycy i Dęblinie (z nowo wybudowaną twierdzą) panował względny spokój. Ale w pamięci potomnych na długo przechowały się fragmentaryczne wspomnienia z lat walk w 1863 i 1864 r. Od potomków pamiętających tamtych bohaterów wspomnienia zebrał pasjonat historii i bibliofil, Stanisław Stężycki ze Stężycy.
Z jego notatek wynika, że oddział powstańczy w 1863 r. istniał i funkcjonował w Prażmowie. Tworzyli go mieszkańcy Stężycy. Niestety finał działalności powstańców nie należał do szczęśliwych. Został otoczony przez wojska carskie. Ponoć, widząc co się dzieje, część partyzantów ukryła się w piwnicy jednego z domów i w ten sposób udało im się przeżyć. Dwóch innych powstańców w wyniku akcji zbrojnej zostało zabitych, a kilku uciekło. Wśród tych ostatnich był dziadek Jana Komorowskiego ze Stężycy.
W samej Stężycy, zaszedł też inny, ciekawy przypadek. Kiedy carscy żandarmi szukali powstańców na miejscowej plebanii, tutejszy ksiądz Antoni Krasucki ukrył się przed Kozakami pod żłobem. Niestety z racji na wiek (miał 98 lat) nie przetrwał w kryjówce i udusił się. Zwłoki kapłana zostały pochowane na cmentarzu parafialnym w Stężycy.
Podobne zdarzenie miało ponoć miejsce na tzw. „Osinach”, ale dziś nie wiadomo, czy jest to rzeczywiście prawda. Według przekazów jeden ze stężyczan uciekając przed żandarmami wpadł do dziupli w wierzbie. Wszyscy byli przekonani, że zginął od kul carskiego wojska. Dopiero, kiedy drzewo zostało ścięte, wszyscy się przekonali, że powstaniec udusił się i w nim pozostał.
Warto jeszcze przytoczyć kilka słów opowieści o codzienności roku 1863. Kilka wspomnień w tym temacie Stanisław Stężycki uzyskał od swojej babki, Janiny Oleksy. „Przez pewien czas stężycki oddział powstańczy przebywał w Olszynie, gdzie bagna utrudniały dostęp. Miejscowa ludność wywoziła im żywność i kładła pod kupki nawozu lub badyla znajdujące się na polu”, zanotował w swoich zapiskach historyk. Zwyczajem miejscowej ludności były także wspólne śpiewy powstańczych pieśni. Ze wspomnień wynika, że ze strachu przez zaborcą, domownicy chowali kartki z tekstami tych pieśni w świętych obrazach wiszących na ścianach.
Mimo poświęcenia i ambicji ze strony walczących, po 15 miesiącach walk Powstanie Styczniowe upadło. Nie pomogły próby wykrzesania nowego ducha przez, jak się okazało, ostatniego dyktatora powstania gen. Romualda Traugutta. Dowódca miał związki z Ziemią Stężycką i Dęblinem. Dziesięć lat przed zrywem pełnił służbę w 3. Batalionie Saperów dęblińskiej twierdzy. W Stężycy zaś przyszła na świat i została ochrzczona jedna z jego córek, Anna Innocenta.
Większych bitew i potyczek w rejonie Stężycy, Dęblina i Ryk nie było. Z nieco dalszej okolicy do historii przeszła bitwa pod Żyrzynem. 8 sierpnia 1863 r. oddział gen. Michała Heidenreicha „Kruka” napadł na carski konwój zabijając 150 Moskali i rabując 200 tys. rubli. W tej batalii czynny udział brał późniejszy pisarz Aleksander Głowacki, czyli Bolesław Prus, ale także mieszkaniec Stężycy Józef Marzysz.
W historii Powstania zapisali się również księża. W odpowiedzi na apel Komitetu Centralnego Narodowego (tajny organ kierowniczy „Czerwonych”) w Kłoczewie doszło do zjazdu duchowieństwa. Na 86 uczestników zjazdu, 75 poparło KLN i Powstanie.
Wracając do Stężycy, długie miesiące działań powstańczych nie minęły wśród mieszkańców bez echa. Wyrazem stosunku miasta do insurekcji była wzniesiona w 1863 r. pamiątkowa rzeźba z piaskowca Matki Boskiej na cmentarzu, przed wejściem do kościoła księży franciszkanów.
(dane zebrał Stanisław Stężycki):
Konstanty Kęczkowski - jedynak, wychowany pieczołowicie przez matkę, w czasie Powstania należał do żandarmerii powstańczej, złapany i wywieziony na Syberię, skąd nie powrócił;
Józef Marzysz - pochodził z Bobrownik, pradziad Remigiusza Czapskiego, brał udział w bitwie pod Żyrzynem;
Teofil Mikusek - przebywał 8 lat na zesłaniu, pradziad St. Mikuska, Alfonsa Mikuska i innych. Wnuk jego, Władysław Mikusek był dyrektorem Liceum Ogólnokształcącego w Dęblinie w latach 70-tych i 80-tych XX w.;
Jan Gugała - kowal, pradziadek Janiny Oleksowej, aresztowany i skazany na Sybir, uciekł w drodze, po powrocie mieszkał w Stężycy, jako kowal chodził do dęblińskiej twierdzy po węgiel drzewny dla swej kuźni, poznał go tam przypadkiem żołnierz z eskorty na Syberię, ale kowal się wyparł i uniknął aresztowania;
Jan Fuksiewicz - 12 lat przebywał na Syberii, po powrocie mieszkał w Stężycy i tu zmarł, był dziadkiem Józefa Fuksiewicza;
Maciej Szponder - ojciec Julii Fuksiewiczowej i Zagożdżona;
Jan Jakubowski - mieszkał u Józefa Goździckiego, pozostało po nim kilka dokumentów, monet i skrzynia podróżna zesłańca.
Tomasz Kępka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze