Reklama

Teksty pieśni chowano w świętych obrazach

24/11/2025 12:59

Mieszkańcy wspierali walczących jak tylko mogli, m.in. zanosząc im jedzenie i pozyskując broń. A sami pokrzepiali się patriotycznym śpiewem. Powstanie Styczniowe angażowało bez reszty całe lokalne społeczności

Wiek XIX zapisał się w historii Polski ruchami narodowowyzwoleńczymi. W nieco ponad 30 lat po spisku podchorążych z 1830 r. wybuchł kolejny bunt przeciwko znienawidzonej, carskiej władzy. Oficjalną przyczyną była tzw. „branka”, czyli pobór do wojska rosyjskiego według imiennie wskazanych list poborowych. Inicjatorowi akcji, margrabiemu Aleksandrowi Wielopolskiemu, chodziło o pozbycie się podejrzanych politycznie osób, których wówczas nie brakowało. Do rozprawienia się z zaborcą parło bowiem zwłaszcza stronnictwo „Czerwonych” - radykalni działacze złożeni z patriotycznie nastawionej części społeczeństwa. Ich konspiracyjna sieć ogarnęła wówczas całe Królestwo Polskie, także Lubelszczyznę.

Poparcie mieszczan i chłopów

Carskie władze dążyły do stępienia zapędów „Czerwonych”. Dlatego często dochodziło do aresztowań działaczy niepodległościowych. W Lubelskiem jedna z większych takich akcji była przeprowadzana w grudniu 1862 r. Początek kolejnego roku zastał więc organizację przetrzebioną i w takim stanie włączyła się ona do Powstania.
Partyzantom brakowało wszystkiego, przede wszystkim przygotowania i planu wojskowego, podobnie jak broni, czy amunicji. Jednak nie patrząc na przeciwności, ruszyli do walki. W miarę możliwości o ich zaopatrzenie dbali cywilni uczestnicy insurekcji. Organizowali zbiórki pozyskując i przekazując powstańcom tak potrzebne uzbrojenie.
W początkowej fazie Powstania, walczących licznie poparła ludność miast i miasteczek, w tym inteligencja i młodzież rzemieślnicza. Na wiosnę za kosy chwycili chłopi. Takie nastawienie społeczeństwa sprawiało, że w pierwszych potyczkach partyzanci odnosili sukcesy w starciu z wrogiem. Dopiero reorganizacja i koncentracja wojsk carskich spowodowała załamanie fali zwycięstw. Lubelscy powstańcy zaczęli częściej ginąć od kul i w egzekucjach. A na szubienicy zawiśli pierwsi przywódcy z tego terenu: Kazimierz Bogdanowicz, Neczaj i Leon Frankowski.

Reklama

Nie przeżył w ciasnej kryjówce

Na terenie dzisiejszego powiatu ryckiego nie było sprzyjających warunków do czynu zbrojnego. Nawet w Stężycy i Dęblinie (z nowo wybudowaną twierdzą) panował względny spokój. Ale w pamięci potomnych na długo przechowały się fragmentaryczne wspomnienia z lat walk w 1863 i 1864 r. Od potomków pamiętających tamtych bohaterów wspomnienia zebrał pasjonat historii i bibliofil, Stanisław Stężycki ze Stężycy.
Z jego notatek wynika, że oddział powstańczy w 1863 r. istniał i funkcjonował w Prażmowie. Tworzyli go mieszkańcy Stężycy. Niestety finał działalności powstańców nie należał do szczęśliwych. Został otoczony przez wojska carskie. Ponoć, widząc co się dzieje, część partyzantów ukryła się w piwnicy jednego z domów i w ten sposób udało im się przeżyć. Dwóch innych powstańców w wyniku akcji zbrojnej zostało zabitych, a kilku uciekło. Wśród tych ostatnich był dziadek Jana Komorowskiego ze Stężycy.
W samej Stężycy, zaszedł też inny, ciekawy przypadek. Kiedy carscy żandarmi szukali powstańców na miejscowej plebanii, tutejszy ksiądz Antoni Krasucki ukrył się przed Kozakami pod żłobem. Niestety z racji na wiek (miał 98 lat) nie przetrwał w kryjówce i udusił się. Zwłoki kapłana zostały pochowane na cmentarzu parafialnym w Stężycy.

Zwyczajem były wspólne śpiewy

Podobne zdarzenie miało ponoć miejsce na tzw. „Osinach”, ale dziś nie wiadomo, czy jest to rzeczywiście prawda. Według przekazów jeden ze stężyczan uciekając przed żandarmami wpadł do dziupli w wierzbie. Wszyscy byli przekonani, że zginął od kul carskiego wojska. Dopiero, kiedy drzewo zostało ścięte, wszyscy się przekonali, że powstaniec udusił się i w nim pozostał.
Warto jeszcze przytoczyć kilka słów opowieści o codzienności roku 1863. Kilka wspomnień w tym temacie Stanisław Stężycki uzyskał od swojej babki, Janiny Oleksy. „Przez pewien czas stężycki oddział powstańczy przebywał w Olszynie, gdzie bagna utrudniały dostęp. Miejscowa ludność wywoziła im żywność i kładła pod kupki nawozu lub badyla znajdujące się na polu”, zanotował w swoich zapiskach historyk. Zwyczajem miejscowej ludności były także wspólne śpiewy powstańczych pieśni. Ze wspomnień wynika, że ze strachu przez zaborcą, domownicy chowali kartki z tekstami tych pieśni w świętych obrazach wiszących na ścianach.

Reklama

Pamiątkowa rzeźba Maryi

Mimo poświęcenia i ambicji ze strony walczących, po 15 miesiącach walk Powstanie Styczniowe upadło. Nie pomogły próby wykrzesania nowego ducha przez, jak się okazało, ostatniego dyktatora powstania gen. Romualda Traugutta. Dowódca miał związki z Ziemią Stężycką i Dęblinem. Dziesięć lat przed zrywem pełnił służbę w 3. Batalionie Saperów dęblińskiej twierdzy. W Stężycy zaś przyszła na świat i została ochrzczona jedna z jego córek, Anna Innocenta.
Większych bitew i potyczek w rejonie Stężycy, Dęblina i Ryk nie było. Z nieco dalszej okolicy do historii przeszła bitwa pod Żyrzynem. 8 sierpnia 1863 r. oddział gen. Michała Heidenreicha „Kruka” napadł na carski konwój zabijając 150 Moskali i rabując 200 tys. rubli. W tej batalii czynny udział brał późniejszy pisarz Aleksander Głowacki, czyli Bolesław Prus, ale także mieszkaniec Stężycy Józef Marzysz.
W historii Powstania zapisali się również księża. W odpowiedzi na apel Komitetu Centralnego Narodowego (tajny organ kierowniczy „Czerwonych”) w Kłoczewie doszło do zjazdu duchowieństwa. Na 86 uczestników zjazdu, 75 poparło KLN i Powstanie.
Wracając do Stężycy, długie miesiące działań powstańczych nie minęły wśród mieszkańców bez echa. Wyrazem stosunku miasta do insurekcji była wzniesiona w 1863 r. pamiątkowa rzeźba z piaskowca Matki Boskiej na cmentarzu, przed wejściem do kościoła księży franciszkanów.

Uczestnicy Powstania Styczniowego ze Stężycy 

(dane zebrał Stanisław Stężycki):

Reklama

Konstanty Kęczkowski - jedynak, wychowany pieczołowicie przez matkę, w czasie Powstania należał do żandarmerii powstańczej, złapany i wywieziony na Syberię, skąd nie powrócił;

Józef Marzysz - pochodził z Bobrownik, pradziad Remigiusza Czapskiego, brał udział w bitwie pod Żyrzynem;

Teofil Mikusek - przebywał 8 lat na zesłaniu, pradziad St. Mikuska, Alfonsa Mikuska i innych. Wnuk jego, Władysław Mikusek był dyrektorem Liceum Ogólnokształcącego w Dęblinie w latach 70-tych i 80-tych XX w.;

Jan Gugała - kowal, pradziadek Janiny Oleksowej, aresztowany i skazany na Sybir, uciekł w drodze, po powrocie mieszkał w Stężycy, jako kowal chodził do dęblińskiej twierdzy po węgiel drzewny dla swej kuźni, poznał go tam przypadkiem żołnierz z eskorty na Syberię, ale kowal się wyparł i uniknął aresztowania;

Reklama

Jan Fuksiewicz - 12 lat przebywał na Syberii, po powrocie mieszkał w Stężycy i tu zmarł, był dziadkiem Józefa Fuksiewicza;

Maciej Szponder - ojciec Julii Fuksiewiczowej i Zagożdżona;

Jan Jakubowski - mieszkał u Józefa Goździckiego, pozostało po nim kilka dokumentów, monet i skrzynia podróżna zesłańca.

 

Tomasz Kępka

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości