Oryginalne dokumenty i rzeczowe odpowiedzi na zadawane pytania nie ocaliły życia młodemu chłopakowi. 11 stycznia 78 lat temu Niemcy zastrzelili mieszkańca Rososzy
Choć informacje o stale pogarszającej się sytuacji okupantów na froncie wschodnim docierały coraz częściej, wojsko niemieckie stale panoszyło się po terenie Polski. Mało tego, bandyci spod znaku SS stawali się coraz bardziej bezwzględni i brutalni. Nie inaczej było w okolicy Ryk. Przykładem może być tragedia, jaka rozegrała się w pierwszych dniach nowego, 1944 r.
W godzinach popołudniowych do Rososzy niespodziewanie przyjechały dwa samochody ciężarowe wypełnione żandarmami uzbrojonymi w broń maszynową. Zaskoczeni tym faktem mieszkańcy przyglądali się zajściu z uwagą zastanawiając się, po co Niemcy przyjechali tu w takiej sile.
Ci jednak mieli swoje powody, ponieważ od razu przystąpili do systematycznego i bardzo dokładnego przeszukiwania każdego z domostw. Nie ominęli żadnego zakątka wsi zaglądając wszędzie, nawet do obór, strychów, czy stodół.
Początkowo okupantom niczego nie udało się znaleźć. Ale, gdy doszli do środka wsi, w jednym z gospodarstw, natrafili na obecnego w Rososzy od kilku dni Stefana Niedziałka. Siedemnastoletni chłopak nie pochodził stąd. Ze spokojem podszedł do rewizji. Pokazał żandarmom dokumenty spodziewając się, że wszystko będzie w porządku. Jednak, jak się miało okazać, nie było.
Żandarm wzięte od chłopaka dokumenty pokazał majorowi, który nadzorował przeszukiwanie wsi.
Ten sprawdził dane w jakichś dokumentach, które miał przy sobie i po chwili wydał rozkaz, by przyprowadzić chłopaka. Zaskoczony siedemnastolatek nie stawiając żadnego oporu poszedł z żandarmami do wzywającego go majora.
Niemiecki oficer zapytał nieszczęśnika o personalia. Ten odpowiadał według dokumentów, lecz to nie zadowoliło majora. Zniecierpliwiony uderzył chłopaka pięścią w twarz z taką siłą, że ten upadł na ziemię. Po chwili podniósł się jednak, więc major znów zaczął zadawać pytania o personalia. Ale przesłuchiwany nadal powtarzał to samo, co poprzednio.
Po chwili do oficera podeszli żołnierze dokonujący przeszukania gospodarstwa. Jak się okazało, znaleźli skrywaną w stodole konspiracyjną prasę. Dla majora taki obrót spraw nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Nie zadawał więcej pytań. Rozkazał rozstrzelać młodego Polaka. Żandarmi odprowadzili więc go na zewnątrz, pod najbliższą ścianę stodoły i bezceremonialnie rozstrzelali.
Słysząc strzały, mieszkańcy byli zarówno zaszokowani, jak i zupełnie zaskoczeni całym zajściem.
Po odjechaniu Niemców, martwego chłopaka zabrali do jednego z domostw, gdzie naprędce zbili mu trumnę. Następnego dnia ciało siedemnastolatka zostało załadowane na furmankę i wywiezione na cmentarz. Czy był to cmentarz w Rykach, Leopoldowie, a może inny, tego dziś nie wiadomo. Nie wiadomo też, jak Niemcy trafili na trop nastolatka i posiadanych przez niego gazet.
MAREK, opr. Tomasz Kępka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze