Reklama

Za podziemną prasę wyrok był jeden...

24/11/2025 12:48

Oryginalne dokumenty i rzeczowe odpowiedzi na zadawane pytania nie ocaliły życia młodemu chłopakowi. 11 stycznia 78 lat temu Niemcy zastrzelili mieszkańca Rososzy

Choć informacje o stale pogarszającej się sytuacji okupantów na froncie wschodnim docierały coraz częściej, wojsko niemieckie stale panoszyło się po terenie Polski. Mało tego, bandyci spod znaku SS stawali się coraz bardziej bezwzględni i brutalni. Nie inaczej było w okolicy Ryk. Przykładem może być tragedia, jaka rozegrała się w pierwszych dniach nowego, 1944 r.

Spokojnie podszedł do rewizji

W godzinach popołudniowych do Rososzy niespodziewanie przyjechały dwa samochody ciężarowe wypełnione żandarmami uzbrojonymi w broń maszynową. Zaskoczeni tym faktem mieszkańcy przyglądali się zajściu z uwagą zastanawiając się, po co Niemcy przyjechali tu w takiej sile.
Ci jednak mieli swoje powody, ponieważ od razu przystąpili do systematycznego i bardzo dokładnego przeszukiwania każdego z domostw. Nie ominęli żadnego zakątka wsi zaglądając wszędzie, nawet do obór, strychów, czy stodół.
Początkowo okupantom niczego nie udało się znaleźć. Ale, gdy doszli do środka wsi, w jednym z gospodarstw, natrafili na obecnego w Rososzy od kilku dni Stefana Niedziałka. Siedemnastoletni chłopak nie pochodził stąd. Ze spokojem podszedł do rewizji. Pokazał żandarmom dokumenty spodziewając się, że wszystko będzie w porządku. Jednak, jak się miało okazać, nie było.
Żandarm wzięte od chłopaka dokumenty pokazał majorowi, który nadzorował przeszukiwanie wsi.
Ten sprawdził dane w jakichś dokumentach, które miał przy sobie i po chwili wydał rozkaz, by przyprowadzić chłopaka. Zaskoczony siedemnastolatek nie stawiając żadnego oporu poszedł z żandarmami do wzywającego go majora.

Reklama

„Bibuła” skryta w stodole

Niemiecki oficer zapytał nieszczęśnika o personalia. Ten odpowiadał według dokumentów, lecz to nie zadowoliło majora. Zniecierpliwiony uderzył chłopaka pięścią w twarz z taką siłą, że ten upadł na ziemię. Po chwili podniósł się jednak, więc major znów zaczął zadawać pytania o personalia. Ale przesłuchiwany nadal powtarzał to samo, co poprzednio.
Po chwili do oficera podeszli żołnierze dokonujący przeszukania gospodarstwa. Jak się okazało, znaleźli skrywaną w stodole konspiracyjną prasę. Dla majora taki obrót spraw nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Nie zadawał więcej pytań. Rozkazał rozstrzelać młodego Polaka. Żandarmi odprowadzili więc go na zewnątrz, pod najbliższą ścianę stodoły i bezceremonialnie rozstrzelali.
Słysząc strzały, mieszkańcy byli zarówno zaszokowani, jak i zupełnie zaskoczeni całym zajściem.
Po odjechaniu Niemców, martwego chłopaka zabrali do jednego z domostw, gdzie naprędce zbili mu trumnę. Następnego dnia ciało siedemnastolatka zostało załadowane na furmankę i wywiezione na cmentarz. Czy był to cmentarz w Rykach, Leopoldowie, a może inny, tego dziś nie wiadomo. Nie wiadomo też, jak Niemcy trafili na trop nastolatka i posiadanych przez niego gazet.

MAREK, opr. Tomasz Kępka

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości