Reklama

Zginął za pomoc uciekinierom

24/11/2025 12:38

Zdradzeni przez tajemniczego szpiega nie mogli uniknąć przeszukania, przesłuchań i śmierci. 80 lat temu niemiecki okupant dokonał zbrodni na mieszkańcu gminy Kłoczew i osobach, którym udzielał pomocy

Wraz z postępami żołnierzy Hitlera na froncie wojny, w zajętych terenach systematycznie narastał strach i terror. Tragedię przeżywał naród żydowski skazany na zagładę. A po inwazji Niemców na Związek Radziecki, przybywało i jeńców ze Wschodu. Czasem któremuś z Żydów i Rosjan udało się zbiec i ocalić życie. A w okolicy znajdowali się życzliwi ludzie, którzy mimo drakońskich kar za udzielanie pomocy, zwłaszcza Żydom, nie wahali się wykazywać gestu człowieczeństwa. W ten sposób zapewne postąpił nieznany dziś z imienia i nazwiska mieszkaniec Bramki. Niestety spotkały go za to straszne konsekwencje.

Tajemniczy cywil z akcentem

Historia, którą chcemy przedstawić naszym Czytelnikom wydarzyła się w grudnia 1942 r, a została spisana przez komisję badania zbrodni hitlerowskich w Polsce. W jednym z gospodarstw w Bramce pewien rolnik przyjął i przechowywał dwóch mężczyzn. Według przekazów mieli to być: Żyd i jeniec sowiecki. Skąd mógł się wziąć wyznawca religii mojżeszowej, nie wiadomo. Zaś co do Rosjanina, przypuszczalnie mógł udziec z dęblińskiego obozu dla jeńców rosyjskich.
Pobyt tej dwójki był mieszkańcom wsi znany. Ukrywali się w stodole. Ale nikt nikomu nie mówił o tym geście rolnika, ponieważ powszechnie było wiadomo, co grozi za jakąkolwiek pomoc udzielaną zbiegom, będącym wrogami Niemców. Przybysze mogli jednak liczyć na wsparcie okolicznych mieszkańców. Ci zanosili mężczyznom posiłki, a gospodarz pozwalał ukrywającym się, aby nocą wychodzili z kryjówki poczuć nieco swobody.
Wszystko było dobrze do czasu, gdy we wsi pojawił się tajemniczy cywil mówiący łamaną polszczyzną, z akcentem wschodnim. Twierdził, że jest uciekinierem z obozu i potrzebuje pomocy oraz schronienia. Mieszkańcy nie dali mu wiary, więc zniknął tak szybko, jak się we wsi pojawił, co dla mieszkańców było nader zaskakujące i dość tajemnicze.

Reklama

Przeszukanie nie trwało długo


Tymczasem kilka dni później, około południa, do wsi zajechały dwa samochody, tzw. budy wypełnione uzbrojonymi w broń długą żołnierzami niemieckimi z Dęblina. Tuż za nimi pojawił się osobowy opel, w którym siedzieli dwaj oficerowie. Oficerowie ci po wyjściu z auta nakazali przeszukać dokładnie całą wieś. Rozkaz był skwapliwie wykonany przez podległych żołdaków. Wchodzili systematycznie do każdego domu, komórki, stodoły, obory. W ich zwyczaju było nawet sprawdzanie wychodków i psich bud.
Na efekty przeszukania nie trzeba było zbyt długo czekać. Jeden z patroli wnet przyprowadził dwóch mężczyzn, których odkryto w jednej ze stodół. Oficer znający język rosyjski zapytał jeńca, skąd się tu wziął. Ale ten milczał jak zaklęty, więc zaraz otrzymał mocny cios w brzuch. Następnie oficer przeszedł do Żyda. Zadał mu pytanie o narodowość. Lecz, gdy i ten milczał, otrzymał taką samą karę cielesną jak Sowiet. Po chwili do dwójki zbiegów dołączył doprowadzony gospodarz. Jego również od razu zaczęto wypytywać o tych dwóch, ale Polak, tak jak ci dwaj, milczał więc także oberwał cios w brzuch.

Cała trójka w jednej mogile

Przesłuchanie takie połączone z kopniakami, uderzeniami szpicrutą czy też kolbami karabinów trwało prawdopodobnie dwie godziny, ale żaden z trójki nie odezwał się ani słowem. Rozzłoszczony oficer nakazał więc żołnierzom rozstrzelanie delikwentów.
Ci ustawili całą trójkę pod ścianą stodoły i po chwili padła zabójcza seria z karabinu. Mężczyźni osunęli się martwi na ziemię, a Niemcy odjechali zostawiając na śniegu trzy zakrwawione ciała. O dziwo oprawcy nie niepokoili pozostałych mieszkańców i nie zastosowali na nich żadnego odwetu. Po wyjeździe Niemców miejscowi wykopali w zmarzniętej ziemi dół i całą trójkę w nim pochowali. Jak się miało później okazać, ów uciekinier był w istocie niemieckim wywiadowcą, który jakimś cudem dowiedział się, że we wsi ukrywa się Rosjanin, lecz Niemcy nie wiedzieli, że zabili także Żyda. Kto wydał owego jeńca, do dziś tego nie wiadomo. Tak samo nie zostało ustalone nazwisko zabitego gospodarza, Polaka, który ich ukrywał. Brak jest też dokumentów świadczących, czy po 1945 r. ofiary były ekshumowane i przeniesione na cmentarz. Nie ma w tej sprawie dokumentów. Być może ofiary spoczywają w miejscu egzekucji do dziś.

Reklama

MAREK, opr. Tomasz Kępka

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości