Do służby trafił w 1938 roku jako młody. 1 lutego 1939 roku został skierowany na kurs motorzystów. Ukończył go 30 kwietnia. We flotylli służył w trzecim dywizjonie bojowym pod dowództwem Bronisława Bończaka. Chyż operował na monitorze "Pińsk". To ok. 50-metrowa łódź wyposażona w cztery karabiny maszynowe i trzy działa. Flotyllą dowodził komandor Witold Zajączkowski. Chyż tak go wspominał: - Znał się na wszystkim: na motorach, maszynach parowych i artylerii. Jego zastępcą był komandor porucznik Henryk Eibel
W Pińsku (dziś w Białorusi) stacjonowała piechota i marynarka wojenna. Żołnierze szkolili się cały czas. Latem na przykład były ćwiczenia artyleryjskie z prowadzenia ognia. Oficerowie artylerzyści wyjeżdżali kilkanaście kilometrów w głąb poligonu. Chyż jako motorzysta woził tam innych żołnierzy. - Dowódca podawał do jednostek cel. Proszę dać ognia nie pojedynczym działem, tylko całą jednostką w ten las. Potem patrzyliśmy, jak lecą pociski i wszystko płonie - wspominał Chyż. Opowiadał też, że nie wszyscy dobrze celowali. Żołnierze, którzy nie trafiali dostawali burę od kapitana Władysława Jasika. Zwykł on mawiać, że z każdym pociskiem leci krowa. Jeden pocisk kosztował 98 zł, czyli tyle ile przed wojną jedna krowa.
Kiedy wybuchła wojna marynarze otrzymali rozkaz ewakuacji przez Węgry i Rumunię. 17 września, po wkroczeniu Armii Czerwonej, wielu jednak dostało się do niewoli. Wcześniej dowództwo wydało rozkaz zatopienia jednostek. - Żal było patrzeć jak monitor "Pińsk" szedł na dno - wspominał Chyż.
Komentarze