Reklama

Proboszcz odnalazł Żydówkę, która za okupacji mieszkała w Kłoczewie

20/05/2015 00:00
Według ostatnich doniesień Esterę Borensztajn udało się odnaleźć w Izraelu w Hajfie. W sprawę odnalezienia Żydówki, która w czasie wojny ukrywała się w Kłoczewie podając się za polską sierotę zaangażował się emerytowany ksiądz Andrzej Olszewski. Były proboszcz ma nadzieję, że wkrótce uda się ją zaprosić do Polski lub spotkać się z nią w Izraelu.

Leśne życie

Estera Borensztajn urodziła się 15 grudnia 1932 roku. Jej ojciec zmarł, gdy miała 10 lat. Wraz z matką i dwoma młodszymi braćmi mieszkała w getcie w Sobolewie. W 1942 roku Niemcy tamtejszych Żydów zaczęli wywozić do Treblinki. Rodzina Borensztajnów musiała uciekać.

Była jesień. Przez trzy miesiące ukrywali się w lesie. Nocowali w stodołach i piwnicach u znajomych chłopów. Gdy przyszła zima, mróz nie pozwalał na dalsze ukrywanie. Niemcy ogłosili, że można wracać do getta i że wszystkich oszczędzą. Nie zamierzali jednak dotrzymywać słowa. Pewnego dnia zebrali wszystkich Żydów na placu. Starsze osoby od razu rozstrzelali, a młodych wpakowali do wagonów. "Było ciasno i ciemno, nie można było oddychać" - czytamy w "Protokole zeznania świadka". Jej brat się udusił. "Poprosiłam mamusię, żebyśmy wyskoczyły, bo lepiej się zabić niż dalej się męczyć" - zeznawała później Estera Borensztajn. Najpierw wyskoczyła matka. Nic jej się nie stało. Uciekła w las. Esterę ludzie wysadzili przez okno. Kiedy uciekała Niemcy zaczęli do niej strzelać. Na szczęście kule chybiły. Więcej już matki nie zobaczyła.

Napotkany Polak powiedział jej, że idzie w stronę Treblinki i lepiej, żeby zawróciła do Siedlec. Nocą doszła do jakiejś miejscowości. Nikt nie chciał jej wpuścić. Dopiero na końcu wsi zlitowała się nad nią starsza kobieta. Estera mogła u niej przenocować. Gospodyni dała jej kawałek chleba, kilka złotych i przykazała, aby mówiła, że jest polską sierotą.

Uniknęła rozstrzelania

Podczas wędrówki w stronę naszego powiatu wstępowała do domów, aby się ogrzać i coś zjeść. O nocleg trzeba było zawsze prosić u sołtysa, który dawał kartkę do któregoś z gospodarzy. Tym razem ten, do którego trafiła rozpoznał, że jest Żydówką i zawiózł ją do granatowego policjanta. Była przepytywana, kazali jej mówić pacierz. Nie umiała. Tłumaczyła, że sieroty nikt pacierza nie uczył. Udało się. Wróciła na nocleg do sołtysa.

Następnego dnia na posterunku było wielu Żydów. Niemcy zabrali im wszystko co mieli i wyprowadzili przed pluton egzekucyjny. Estera była przesłuchiwana. Odzyskała wolność. Jakiś Polak nauczył ją, że na przywitanie zawsze musi mówić "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". 12-latka ruszyła w dalszą drogę.

W Kłoczewie i Rykach

W końcu trafiła do znajomych do Kurzelat. Jednak ci bali się swojego zięcia, który już zabił kilku Żydów. Dlatego odesłali Esterę do Kłoczewa, do bezdzietnej Genowefy Pieniakowej. "Spędziłam u niej 2 lata. Ona nie wiedziała, że jestem Żydówką, bo robiłam wszystko jak Polka. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do udawania" -czytamy. Po wyzwoleniu nie chciała wracać do Żydów. "Czułam się Polką" - opowiadała Borensztajn. Ludzie ze wsi namówili ją, aby odeszła od Pieniakowej. Z czasem gospodyni doczekała się swojego dziecka. Na gminnym zebraniu wójt powiedział, że we wsi jest sierota, którą należałoby się zająć. Trafiła do księdza, potem do restauratorki w Rykach i w końcu do aptekarza. Był dla niej bardzo dobry. Przygotował ją do pierwszej Komunii Św. Kupił nawet komunijną sukienkę. Z zeznań Estery Borensztajn dowiadujemy się również, że od aptekarza trafiła do żydowskiej rodziny w Warszawie, a potem do sierocińca. Jej dalsze losy nie są znane.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości