Z dęblińskiego Stalagu 307 nie można było uciec. Wysokie mury twierdzy i wartownicy z automatami były praktycznie nie do sforsowania
Pierwsza ucieczka z dęblińskiego obozu jenieckiego nastąpiła w momencie, kiedy ten na dobre jeszcze nie zaczął działać. Kilku jeńców zbiegło podczas przemarszu polskich wojsk po przegranej bitwie pod Kockiem w październiku 1939 roku. Doszło do tego za cichą zgodą eskorty lub po prostu przez nieuwagę niemieckich żołnierzy. Nie można też wykluczyć, że wartownicy mogli być przekupieni. Zresztą sama eskorta konwoju z Kocka do Dęblina nie była zbyt liczna. Polscy żołnierze pochodzący z tych stron lub tu służący znali okolice i uciekali. Trudno jest oszacować liczbę zbiegów.
Mury i wartownicy z karabinami
Z obozu uciec nie było już tak łatwo. Uniemożliwiał to układ twierdzy. Wysokie mury, a na nich wartownicy z automatami były praktycznie nie do sforsowania. Gdy miejsce Polaków zajęli Brytyjczycy, Francuzi, czy Kanadyjczycy doszło do kilku prób ucieczek, ale wyłącznie z komand roboczych na terenie lotniska lub miasta. Były to ucieczki nieudane. Po paru, czy parunastu godzinach jeniec wpadał w ręce oddziału pościgowego. Potem zazwyczaj był brutalnie przesłuchiwany przez gestapo. Lądował w karcerze lub był rozstrzeliwany. Takich egzekucji było co najmniej kilka. Nie można dokładnie określić ilu i jakich jeńców zabito. Jedyna wiedza na ten temat pochodzi ze wspomnień nieżyjących już świadków. Jako furmani lub pracownicy kolei bywali w obozie i widzieli, jak Niemcy wyprowadzali jeńców nieustalonej narodowości poza obóz, a potem ich rozstrzeliwali. Przyczyna nieudanych ucieczek była prosta - nieznajomość języka i otoczenia. Uciekinier nie wiedział, jak zniknąć i nie dać się złapać. W pierwszych miesiącach wojny nie było jeszcze dobrze funkcjonującej partyzantki. Miejscowi mieszkańcy nie chcieli ryzykować i pomagać uciekinierom. Groziła za to kara śmierci.
Zabijani na miejscu
Gdy do Dęblina w 1941 roku przywieziono jeńców radzieckich, z komanda roboczego na lotnisku uciekło dwóch zbiegów. Szybko jednak wpadli w niemieckie ręce i zostali rozstrzelani. Wkrótce potem z komanda roboczego na lotnisku w Ułężu uciekło 5 jeńców. Ich los był taki sam. W niemieckie ręce wpadł też uciekinier pracujący przy wyrębie lasu w Sosnówce. Hitlerowcy zastrzelili go na miejscu.
Na początku 1942 roku Niemcy rozstrzelali za próbę ucieczki z komanda na lotnisku jeńca, którego złapali na pobliskim cmentarzu. Potem wpadali uciekinierzy z lotnisk w Ułężu, Dęblinie, ze stacji PKP, czy jednostki wojskowej w Stawach.
W 1943 roku rozstrzelano jeńca, który próbował uciec podczas wyrębu lasu w Stężycy. Niemcy zabijali też jeńców w odwecie za próbę ucieczki ich kompanów.
250 ludzi rozstrzelali za bunt komanda i próbę ucieczki. Innym razem uśmiercili jeńca, który obezwładnił strażnika i próbował zbiec. Nie wiadomo ile ucieczek jeńców radzieckich z komand roboczych powiodło się. Brakuje wiarygodnej archiwalnej dokumentacji na ten temat. Nie wiemy także, ilu jeńcom radzieckim udało się uciec z transportów kolejowych do i z obozu. Nie ma też dokumentów dotyczących ucieczek Rosjan z Zajezierza.
Komentarze