Jeniec był wyprowadzany poza obóz. Kazano mu uciekać. Wartownik spuszczał psa, który powalał ofiarę i zagryzał
Przykładów tak okrutnego postępowania wobec jeńców dęblińskiego stalagu 307 jest niestety więcej. W obozie na początku nie było masowej eksterminacji. Owszem Polacy byli bici w komandach roboczych, gdy pracowali zbyt wolno, ale o egzekucjach nie było mowy. Gdy po Polakach pojawili się tu jeńcy z zachodu, Czesi i Słowacy, sytuacja się nie zmieniła, aż do dnia, gdy grupa więźniów uciekła z komanda na lotnisku. Niemcy wpadli w szał. Wysłali za uciekinierami pościg, który po kilku godzinach wyłapał wszystkich. Komendant dla przykładu kazał rozstrzelać wszystkich zbiegów. Wyprowadzono ich pod silną eskortą. Do rąk dostali łopaty. Musieli kopać własne groby. Hitlerowcy kazali im stanąć w szeregu nad dołem. Z broni krótkiej strzelali w tył głowy. Potem przyszła następna grupa jeńców, która zasypała dół.
Jedli odpady
Gdy nastał rok 1941 sytuacja w obozie drastycznie się pogorszyła. Niemcy nie przejmowali się losem jeńców radzieckich: ich zakwaterowaniem, wyżywieniem, czy opieką medyczną. Więźniowie byli karmieni produktami odpadowymi z drzew i roślin, które nie przedstawiały żadnej wartości odżywczej.
Więźniowie byli też regularnie bici. Gdy wartownicy sobie popili w ruch szły pałki drewniane, metalowe, czy gumowe. Inną formą "rozrywki" było strzelanie do więźniów. Zdarzało się też, że żołnierze wyprowadzali jeńca poza obóz. Stawiali go koło drzewa lub pod murem. Na głowie umieszczali mu jabłko. Potem oprawcy robili między sobą zakłady - kto trafi do celu. Wtedy zwykli mawiać: pech chciał, że trafiłeś "ruska", a nie jabłko.
Łamanie rąk, zakopywanie żywcem
Drugą, nie mniej okrutną "zabawą" było szczucie psem. Padało najczęściej na więźnia z nowego transportu. Jeniec był wyprowadzany poza obóz. Kazano mu uciekać. Wartownik spuszczał psa, który gdy dopadł ofiarę powalał ją i zagryzał. Zdarzało się, że rozpruwał ciało do wnętrzności.
Bardzo drastyczną "zabawę" wymyślili żołnierze z batalionu 813. Znający dobrze język rosyjski wybierali jednego lub kilku jeńców. Wyprowadzali poza obóz. Tam kazali im klęknąć pochylając głowę i wyciągając ręce przed siebie. Wtedy jeden ze strażników metalową lub drewnianą pałką z całej siły uderzał w ręce i łamał je. Potem ginęli od ciosów pałką w tył głowy.
Inną dramatyczną formą znęcania było zakopywanie żywcem jeńców z ciałami ich martwych towarzyszy. Strażnik, który ich pilnował wpychał jednego lub kilku do dołu. Tym, którzy byli na górze kazał zasypywać. Wepchnięci zazwyczaj nie mieli sił, by wydostać się z pułapki. Dość powszechnym sposobem uśmiercania jeńców było także wyrzucanie ich z samolotu.
Komentarze