Reklama

W dzień wyzwolenia Warszawy złożyliśmy przysięgę

15/07/2015 00:00
- Spaliśmy na asfaltowej posadce. Zdejmowało się tylko buty i owijacze, wkładając je do worka, czyli ruskiego plecaka, który służył za poduszkę - opowiada pan Roman

Roman Marcinkiewicz, jeden z najstarszych członków Dęblińskiego Oddziału Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego wspomina pobyt w szkole lotniczej w Zamościu.

Kasza w menażkach

12 grudnia 1944 r. ogłoszono, że wyjeżdżamy do szkoły lotniczej. Mnożyły się pogłoski, że wyjeżdżamy do Rosji. Z dworca w Lublinie wyjechaliśmy w wagonach towarowych w kierunku południowo-wschodnim. Dłuższy postój był w Rejowcu. Stacja była całkowicie zniszczona. Mieliśmy okazję ugotować sobie kaszę w menażkach. Wystarczyło ułożyć dwie cegły, rozpalić między nimi ogień i umieścić menażkę z wodą oraz kostkami kaszy. W budce obok, czyli sklepiku, można było kupić kawę zbożową i pieczywo płacąc rublami lub "złotymi emisyjnymi" z okresu okupacji. Gdy transport ruszył w dalszą drogę, nie byliśmy pewni, że zostaniemy w Polsce. I oto na horyzoncie ukazała się wieża spadochronowa i zabudowania Zamościa.

Worek jako poduszka, płaszcz jako kołdra

Przemaszerowaliśmy przez miasto i dotarliśmy do koszar zbudowanych jeszcze "za cara". Dla mojej kompanii wyznaczono pomieszczenia na pierwszym piętrze koszarowca. Były tam tylko dwie sale z drzwiami przeznaczone na kancelarię. Resztę stanowiły obszerne wnęki. Zamiast podłogi była posadzka przypominająca asfalt. We wnękach znajdowały się okrągłe, murowane piece otoczone blachą. W każdej kwaterował jeden pluton. Przez pierwsze noce spaliśmy bezpośrednio na asfaltowej posadce. Zdejmowało się tylko buty i owijacze, wkładając je do worka, czyli ruskiego plecaka, który służył za poduszkę. W płaszczu zapinało się na guzki tylko rozporek. Nogi wkładało się do rękawów płaszcza, a następnie cały korpus ciała owijało się płaszczem dookoła, aby się potem ułożyć na posadce.  Zima była wtedy śnieżna i mroźna. Aby polepszyć warunki spania, przełożeni doszli do wniosku, że wojsko tak dłużej nie wytrzyma. Udało się zbić prowizoryczne łóżka zrobione z tataraku.

Batalion lotniczy (piloci i nawigatorzy) miał na wyposażeniu drewniane łóżka piętrowe, przywiezione chyba z Majdanka. Wszyscy żołnierze byli "zawszeni". Nie pomógł system wkładania umundurowania do pieców z gorącym powietrzem i wymiany bielizny podczas kąpieli. Na początku roku 1945 zbudowaliśmy sami zbiorowe prycze dla całego plutonu. Otrzymaliśmy sienniki, koce i dwa prześcieradła.

17 stycznia 1945 r., w dzień wyzwolenia Warszawy, złożyliśmy przysięgę i staliśmy się prawdziwymi żołnierzami. W dalszym ciągu uczestniczyliśmy w pracach przygotowawczych do rozpoczęcia szkolenia. Spośród nas wyszukano zdolnych kreślarzy, którzy sporządzali schematy i wykresy niezbędne do szkolenia. Zebrano także ślusarzy, stolarzy do sporządzenia pomocy naukowych. W styczniu 1945 r. szkołę odwiedził gen. Zawadzki. Przedstawił nam nowego komendanta gen. Józefa Smagę.

Na lotnisku Mokre bazował sowiecki pułk bombowców dalekiego zasięgu, wyposażony w samoloty Jł-4. Te samoloty wylatywały wieczorem z podwieszonymi bombami i wracały z akcji około północy. Miałem też okazję zobaczyć amerykański czterosilnikowy bombowiec "Liberator", który prawdopodobnie musiał lądować przymusowo w wyniku ostrzelania przez sowiecką obronę przeciwlotniczą.

Już w styczniu 1945 r. przygotowana została baza szkoleniowa dla batalionu lotniczego, a dla batalionu technicznego na początku lutego. Naszym batalionem technicznym dowodził Rosjanin mjr Bojczuk. Znalazłem się w drugiej kompanii. Trafiłem na grupę nr 18 skupiającą przyszłych mechaników lotniczych nurkującego Pe-2. Szkolenie teoretyczne prowadzili Rosjanie. Większość z nas pochodziła z Kresów i rosyjski znaliśmy dobrze. Ważniejsze zdania z wykładów tłumaczyliśmy na język polski i zapisywaliśmy w zeszytach. Tu wystąpiły poważne trudności: rosyjska terminologa techniczna i matematyczna zawiera szereg słów pochodzenia francuskiego i angielskiego.

Obiad i wódka na koniec wojny

W kwietniu 1945 r. nastąpił podział Zjednoczonej Szkoły Lotniczo-Technicznej WP na dwie. Wojskowa Szkoła Lotnicza została przeniesiona do Dęblina, której komendantem został gen. Smaga, a Techniczna Szkoła Lotnicza pozostała w Zamościu. Komendantem TSL został płk. Bielikow, a szefem sztabu płk. Naganow. W maju 1945 r. TSL świętowała zakończenie drugiej wojny światowej. Przygotowano dla nas wspaniały obiad z wódką.

W sierpniu 1945 r. Techniczna Szkoła Lotnicza przygotowywała się do przebazowania do Warszawy Bemowo. Samoloty ze szkolnego lotniska musieliśmy częściowo demontować i umieszczać na wagonach. Transport kolejowy ze sprzętem wyruszył z Zamościa przez Lublin - Radom do Warszawy Zachodniej.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości