Roman Marcinkiewicz skończył w tym roku 90 lat. Jest jednym z najstarszych członków Dęblińskiego Oddziału Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP. Na łamach "Twojego Głosu" dzieli się z Czytelnikami wspomnieniami ze swojego pełnego przygód życia.
"Rusyfikacja" Wojska Polskiego
Po zakończeniu wojny w okupowanej części wschodnich Niemiec pozostało wiele sprzętu wojskowego, w tym potężna ilość samolotów. Związek Sowiecki zamiast rozwinąć gospodarkę narodową na wzór Japonii, zaczął eksportować komunizm do wielu zakątków świata, stwarzając konflikty wojenne. W Polsce przystąpiono do odbudowy zniszczeń wojennych a także do przystosowania Sił Zbrojnych na tory pokojowe. Dotyczyło to także lotnictwa wojskowego. Pozostawiono trzy pułki myśliwskie, dwa szturmowe, jeden bombowy, eskadrę rządową, Oficerską Szkołę Lotniczą, Techniczną Szkołę Lotniczą i niektóre małe jednostki lotnicze.
Jednak Związek Sowiecki "wynalazł" rzekome zagrożenie ze strony Stanów Zjednoczonych stwarzając słynną "żelazną kurtynę" zmuszając zależne od siebie państwa do rozbudowy sił zbrojnych, w tym lotnictwa. W ramach tej doktryny Polska zmuszona była zakupić m.in. samoloty stacjonujące we wschodnich Niemczech, w tym bombowce nurkujące Pe-2. Wojsko Polskie zostało poważnie "zrusyfikowane" i prawie wszystkie wyższe szczeble dowodzenia przejęli oficerowie Armii Sowieckiej z marszałkiem Rokossowskim na czele. Oficerska Szkoła Lotnicza zaczęła na wielką skalę szkolić pilotów dla lotnictwa bombowego na samolotach Pe-2. Ilość samolotów Pe-2 w OSL była niewystarczająca, dlatego też ściągnięto je z Niemiec.
Awaryjne bombowce Pe-2
Te samoloty nazywaliśmy "berlińskimi". W tym samym okresie samolot Pe-2 posiadał cechy nowoczesności i swoją prędkością maksymalną dorównywał ówczesnym myśliwcom. Wyposażony był w mocny silnik. Uzyskanie tej forsownej mocy odbiło się ujemnie na jego awaryjności. Występowało zatem zjawisko "przerywania gazów", polegające na przegrzewaniu uszczelki cylindrów i przedostawaniu gazów spalinowych do instalacji chłodzenia cieczowego. W wyniku tego wydostawała się na zewnątrz fontanna pary cieczy chłodzącej przez zawór bezpieczeństwa i samolot musiał przerywać wykonywane zadanie i wracać na lotnisko.
Aby częściowo zmniejszyć awaryjność silników, zarządzono zmniejszenie jego mocy. Przez to Pe-2 miały przedłużony rozbieg przy stracie i "leniwy" lot wznoszący. Zalecono także chowanie podwozia podczas wykonywania lotów szkolnych po kręgu, aby nie forsować silników. Panowała wówczas opinia, że samolot Pe-2 należy do bardzo trudnych w pilotowaniu, co znalazło potwierdzenie w praktyce lotniczej. Jednym z przykładów może być ostatni lot por. Dudy.
Zawadził podwoziem o dach
Wystartował z dęblińskiego lotniska. Pe-2 po oderwaniu się od ziemi "leniwie" przeszedł do lotu wznoszącego nieznacznie zbaczając w prawo i zawadził podwoziem o dach rozlewni piwa. W wyniku zderzenia z budynkiem samolot przewrócił się "na plecy" i stanął w płomieniach. Nawigator ppor. Rosiński siłą bezwładności został wyrzucony z kabiny i dawał jeszcze oznaki życia. Zmarł jednak w czasie transportu drogą lotniczą do warszawskiego szpitala w samolocie Li-2. Pilot i strzelec radiotelegrafista zginęli w płonącym samolocie. Grób por. Dudy i ppor. Rosińskiego znajduje się na Cmentarzu Komunalnym w Dęblinie.
Pilot sam się wydostał
Drugi podobny wypadek, tym razem bez ofiar ludzkich, wzbudził podziw ze względu na szczęśliwy finał. Nowo wyszkolony pilot wystartował na samolocie Pe-2 też w kierunku miasta, ale tym razem zmieścił się w obszarze niezabudowanym. W wyniku awarii jednego silnika samolot nie mógł przejść na wznoszenie i przyziemił się na pofałdowanym terenie poza rzeczką Irenka. Kadłub samolotu przełamał się. Gdy na miejsce wypadku przybyła pośpiesznie ekipa ratownicza, ku ogólnemu zdumieniu nie znalazła zwłok pilota. Okazało się, że pilot będąc w szoku wydostał się z kabiny i o własnych siłach dobiegł do izby chorych. Doznał on kilku potłuczeń i zadrapań na ciele. Analizując powyższe wypadki należy wierzyć w przeznaczenie.
Wystarczy przypomnieć sobie przypadek, kiedy to pilot por. Giersz, podczas przymusowego lądowania, na przestrzennym polu trafił samolotem Ił-2 w jedyne stojące drzewo, które mógł bezpiecznie ominąć i pozostać wśród żywych.
Komentarze