Reklama

Szukali szczęścia w Rykach

Edyta Wróblewska, pochodząca z Ryk dokumentalistka zorganizowała warsztaty filmowe dla młodych adeptów sztuki filmowej z całej Polski

"Pierwszy Film", to bezpłatny program edukacyjny dla młodych, organizowany przez Fundację im. Władysława Ślesickiego. Studenci PPF przyjechali do Ryk na cztery dni. Skorzystali z gościny Centrum Kultury i Sportu, gdzie wzięli udział w warsztatach filmowych. Mieszkańcy stolicy powiatu mogli ich spotkać na ulicach podczas pracy praktycznej. 25 sierpnia w kinie Renesans zorganizowano pokaz filmów dokumentalnych autorstwa wykładowców PPF: "Zygmunt Hubner. Gra z rzeczywistością" Edyty Wróblewskiej, "Wieloryb z Lorino" Macieja Cuske i "Żalanasz" Marcina Sautera.

"Poznałam moje miasto na nowo"

Edyta Wróblewska pochodzi z Ryk. Jest uznaną dokumentalistką, reżyserką. W latach 2013-2018 była wykładowczynią w Szkole Wajdy. Jest autorką filmów nagradzanych na festiwalach w Polsce i za granicą. - Od kilku lat jeździmy z młodzieżą na warsztaty filmowe, które organizujemy w małych miasteczkach - mówi Edyta Wróblewska. - Pomyślałam sobie, że nie byłam jeszcze z moimi studentami w Rykach - dodaje. Powodów, do tego, żeby przyjechać do Ryk było kilka. - Pierwszy, to zawodowy. Zawsze szukamy małych miasteczek, kameralnych, kompaktowych, gdzie wszędzie jest blisko i gdzie studentom łatwiej jest poznać mieszkańców, porozmawiać z nimi i sfilmować fragmenty ich życia. Drugi to sentymentalny. Dawno nie miałam okazji pobyć w Rykach, tak spokojnie bez pośpiechu - oznajmia Wróblewska. Wyprowadziła się stąd prawie 30 lat temu. - W zasadzie nie znam już tego miejsca. Nie wiem, jak się rozwija i co się w nim zmienia. Wprawdzie odwiedzam moich rodziców dość często, ale nie mam zbyt wielu okazji, żeby pochodzić po okolicy. Teraz miałam na to czas. Cieszę się, że w moim mieście funkcjonuje kino i dom kultury i że mogliśmy z niego skorzystać. Tych instytucji w wielu miasteczkach już niema. To było kilka fajnych dni powrotu do lat dziecięcych w dorosłym zawodowym życiu - przyznaje dokumentalistka.

Reklama

Po co jechać do Ameryki, skoro są Ryki

Ryki mi się podobają, i to, w jaki sposób miasto funkcjonuje - mówi Marcin Sauter, wykładowca. - Dużo jeżdżę po Polsce. Rzadko się zdarza, że w tak małych miejscowościach są tak urokliwe miejsca jak park, pałacyk z siedzibą domu kultury i kawiarnią. No i oczywiście funkcjonującym kinem.

Nie wiem, jaki tu jest klimat, bo byliśmy zbyt krótko, ale miejsce jest bardzo ładne. Jest przepięknie w Rykach - dodaje Maciej Cuske, prowadzący warsztaty.

Lubię małe miasteczka. Uznaliśmy, że po co mamy jechać do Ameryki, skoro mamy Ryki. Mamy młodzież z całej Polski, która jest ciekawa świata, gotowa na wyzwania, otwarta. To nie jest dzisiaj ani powszechne, ani popularne. Oni w takich miejscach mają szansę zbliżyć się do ludzi. W dużym mieście jest to zdecydowanie trudniejsze. W ramach warsztatów odwiedziliśmy już m.in: Gniew, Ryn, Brdów, Borki, Nieszawę i teraz Ryki. Tu ugoszczono nas po królewsku - wyznaje Edyta Wróblewska.

Reklama

Szukali szczęścia w Rykach

Jednym z zadań dla młodych filmowców było nagranie rozmów z mieszkańcami miasta na temat szczęścia. Ekipy filmowe wzbudziły na ulicach zaciekawienie i jednocześnie nieufność.

- Podczas naszej pracy zdarzały się osoby, które bardzo chętnie dzieliły się swoimi emocjami na temat szczęścia - mówi Natalia Klejnowska z Łomianek. - Pozwoliły się nagrywać. Inni obracali całą sytuację w żart choć nie wyrażali zgody na nagrywanie. Obawiali się, że jesteśmy z telewizji mimo, iż informowaliśmy ich o naszym zadaniu. Niektórzy nam nie wierzyli, byli nieufni. Takich osób było więcej. Bardzo podoba mi się ta miejscowość i ogólnie będę miło wspominać pobyt w Rykach.

Reklama

Nam zadanie rozmawiania o szczęściu w Rykach wyszło bardzo opornie. Ludzie byli niechętni do rozmowy. Bali się kamery. Nie mieli czasu dla nas. Nie chcieli rozmawiać o szczęściu. Moim zdaniem ta niecodzienna sytuacja ich przerosła. Nie wierzyli nam, że ten materiał nigdzie nie będzie wykorzystany, a jest to jedynie materiał do naszej nauki. Jeden pan powiedział żartobliwie, że "jego kot został nagrany, a nie wyraził zgody - opowiada Tomasz Kot z Warszawy. 

Dla mnie były to super warsztaty - wyznaje Julia Jaracz z Krakowa. - Miałam okazję poznać i porozmawiać z mamą Edyty Wróblewskiej czyli ze Zdzisią. To jest cudowna, ciepła i otwarta kobieta. Poznałam ją dość spontanicznie na projekcji filmów w kinie w Rykach. Sama do mnie podeszła i podając mi dłoń przedstawiła się. Zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Kiedy dostaliśmy temat o szczęściu wiedziałam, że muszę z nią na ten temat porozmawiać. Najbardziej poruszyła mnie jej rada na temat życia. Byśmy byli czujni i nie przeoczyli, nie przespali czegoś ważnego w swoim młodym życiu. Byśmy byli uważni, wyciskali z naszego szczęścia co się da. Jednak czasem w tej pogoni za szczęściem byśmy się trochę zatrzymali, zastanowili się, po co to robimy, dla kogo i czy w tej pogoni kogoś nie krzywdzimy?

Reklama

Wrócił do korzeni i odnalazł rodzinę

Dla Filipa Fiszera z Jasła przyjazd do Ryk miał też charakter sentymentalny. Przyjeżdżając do stolicy powiatu odnalazł swoją rodzinę. - Wiedziałem, że mam swoje korzenie w Rykach - mówi Filip Fiszer. - Gdy tu byłem, zadzwoniłem do mamy, by podała mi adres domu mojej prababci Leokadii Tarki. Powiedziałem moje mamie, że chcę zobaczyć dom swojej prababci na Jankowszczyźnie. Okazało się, że został sprzedany, ale nadal mieszka tu sistra mojej babci. Babcia Teresa Orłowska wyprowadziła się z Ryk dawno temu na Podkarpacie. W Krośnie urodziła się moja mama Justyna. Przyjeżdżała jednak do Ryk do swojej babci Leokadii. Zawsze bardzo mile wspominała te lata. Być może i ja, jako małe dziecko, byłem w Rykach, ale tego nie pamiętam. Gdy już byłem w okolicach stawu poprosiłem przechodnia o wypowiedź na zadany temat przez prowadzących kurs. Potem zapytałem o rodzinę Tarków. Na moje szczęście ta osoba pokazała mi dom, w których mieszkają. Poszedłem tam. Przedstawiłem się i powiedziałem kim jestem. Byli nie mniej zaskoczeni niż ja. Mogłem poznać siostrę mojej babci, jej córkę, wnuczkę i prawnuczkę. Nie ukrywam, że obawiałem się, iż do spotkania nie dojdzie. Nie wiedziałem czy zastanę kogoś w domu. Gdy się spotkaliśmy, czułem emocjonalną więź z tymi ludźmi choć widziałem ich pierwszy raz. Miło było zobaczyć kogoś, z kim się nigdy nie spotkałem i być może nie spotkam. Nie mniej jestem członkiem ryckiej rodziny, a oni mojej. 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości